poniedziałek, 14 lipca 2014

O tym jak wymyślić coś niepowtarzalnego.


Są dni kiedy moja głowa świeci pustkami. Nic nie jestem  w stanie z tym zrobić. Idę na spacer- nie działa, przeglądam milion inspiracji- kreatywność nadal się nie odnalazła, włączam serial, czytam książkę, ....(wpiszcie co przychodzi Wam do głowy)- niestety nic. Po tych wszystkich czynnościach już wiem, że moja twórczość w ciągu najbliższych kilku godzin nie przyniesie owoców.

W gruncie rzeczy wszystko planuję. Od dnia, przez ślub do ogólnego zarysu mojej kariery zawodowej. Dzięki temu czuję się bezpieczniej bo mam kontrolę nad następującymi po sobie wydarzeniami.  Blog chodził mi po głowie od dłuższego czasu. Ale podchodziłam do sprawy ostrożnie. Nie miał być moim pierwszym blogiem, ale chciałam, żeby był tym najlepszym. Wiecie, że nie jestem sobie w stanie przypomnieć nawet nazwy poprzednich? To tylko jeden z powodów dla których tamte miejsca w sieci już nie istnieją.
Wiedząc, że nazwa musi być po pierwsze chwytliwa, po drugie krótka i po trzecie wiązać się jakoś z treściami i charakterem autora zabrałam się do dzieła. Wiedziałam, że bój nie będzie prosty.  Stworzenie nazwy dla bloga kreatywnego, opierającego się na szyciu nie będzie łatwe. Ale wszystko zorganizowałam. Z kubkiem kawy siadłam do pracy. Stwierdziłam, że podstawą nazwy ma być stwierdzenie " Robótki po studencku". Chciałam, żeby efekt końcowy nie był trudny dla wypowiedzenia dla obcokrajowca. Chociaż nie mam zapędów międzynarodowych wydawało mi się to ważne. Tak więc postanowiłam, że skupię się na ułożeniu z sylab nazwy przyjemnej dla ucha. Właśnie tak powstała nazwa Romato. Sprawdziłam czy w sieci istnieje miejsce o podobnej nazwie. Na szczęście okazało się, że nic ciekawego nie wyświetla się pod tym hasłem.
Bardzo się przywiozłam do swojego pomysłu. Jak zauważyliście do tego stopnia, że zniknęły "Robótki po studencku" i zostało wyłącznie Romato.  W tej chwili nie zmieniłabym tej nazwy na żadną inną.  W przyszłości zamierzam wykupić domenę i wiem, że nie będę miała z tym problemu bo nie będzie to strata pieniędzy, a ja nie będę miała ochoty na zmiany.




piątek, 11 lipca 2014

Rycerz w błękitnej zbroi.


Wbrew pozorom nie chcę Wam dzisiaj wciskać kolejnej historii o książętach, rycerzach, smokach oraz biednych, zależnych i głupiutkich księżniczkach. Chcę Wam przedstawić coś z czego naprawdę jestem dumna. I chociaż nie skończyłam jej na czas skradła moje serce.




Marynarkę, którą możecie zobaczyć na powyższych zdjęciach, uszyłam sama. No dobra przyznam się, nie do końca. Zaczęłam ją na kursie szycia w Krakowie, skończyłam w Gorzowie z pomocą babci. Ale nikt inny nie siedział przy maszynie. Tylko ja! Ze spódnicą ołówkową z tego samego materiału miała tworzyć komplet na chrzciny mojego siostrzeńca. Ale po pierwsze nie wyrobiłam się , po drugie było stanowczo za gorąco.  Już teraz wiem, że zrezygnowanie z podszewki było dobry pomysłem ( chociaż możecie powiedzieć, że jestem tchórzem) i że muszą zajść w niej pewne zmiany. Tzn. że baskinka zostanie delikatnie zaokrąglona. Wykrój pochodzi oczywiście z Burdy. Niestety wszystkie moje magazyny jeszcze zalegają w pudłach więc nie mogę Wam teraz zdradzić z której, postaram się to uzupełnić.
A różnie nazywane padki na ramionach ( parasolki wtf?, naramienniki, ozdoby) nieustannie kojarzą mi się ze średniowieczem.






czwartek, 10 lipca 2014

Kursy szycia w technikach odzieżowych.



Chciałabym przekazać wszystkim mieszkańcom Gorzowa szczęśliwą nowinę. W gorzowskim technikum odzieżowym we wrześniu rozpoczynają się kursy zawodowe m.in. z szycia. Uchylę Wam dzisiaj rąbka tajemnic, jak to wszystko wygląda, czy warto, i co z tego będziecie mieli.
 Kurs w szkołach są najlepszym wyborem dla wszystkich, którzy nie mają zbyt dużego budżetu lub wolą wydawać pieniądze na nowe materiały. Bo zajęcia są sfinansowane najczęściej z Unii Europejskiej, Urzędu Pracy lub Gminy.  
W Gorzowie technikum wbrew powszechnej opinii radzić sobie coraz lepiej. I chociaż poziom przedmiotów podstawowych nie jest najwyższy to  przedmiotów zawodowych jest bardzo wysoki. Uczennice tej szkoły zdobyły drugie miejsce na Międzynarodowym Festiwalu Twórczości Szkolnej „Gef” The World Festival of Creativity in Schools w San Remo.  Ponad to dziewczęta indywidualnie wygrywają konkursy m.in. Fashion Week w Krakowie. 
Oferta kursu jest skierowana do osób dorosłych. Myślę, że to jej jedyny mankament. Wiele licealistek czy nawet gimnazjalistek chce się rozwijać. Zajęcia odbywają się w weekendy, w sobotę od 8.00 do 18.00 i w niedzielę od 9.00-16.00. co drugi tydzień.  Z tego co się orientuję, zdarzały się też zajęcia w piątki, ale to dla tych osób, które chcą zakończyć kurs egzaminem zawodowym. O nim opowiem w innym poście. 
Żeby zapisać się na kurs musicie do sekretariatu szkoły do 31.07 dostarczyć wniosek (który wcześniej musicie z niego pobrać) , dwa zdjęcia i zaświadczenie od lekarza, że nie ma żadnych przeciwwskazań do waszej nauki w tym konkretnym zawodzie.
Co będziecie z tego mieli? Jeśli zdacie egzamin- kolejny zawód. Jeśli nie to umiejętności, których nikt wam nie odbierze. Poza tym mnóstwo  nowych znajomości. I oszczędzicie na zakupie nowych ubrań. Czy warto?  Chyba nie muszę Was bardziej przekonywać. Wszystko co rozwija i pozwala spełniać swoje marzenia i poszerzać pasję jest warte każdej minuty wolnego czasu. 
Mam nadzieję, że spotkamy się na zajęciach we wrześniu.




środa, 9 lipca 2014

Jak spełniać marzenia czyli trochę prywaty.




Co o mnie wiecie? W gruncie rzeczy niewiele. Jeśli ktoś z Was zaglądnął do zakładki "O mnie" wie, że studiuję dziennikarstwo, mieszkam w Krakowie (prawie nieaktualne) i to,  że lubię się dzielić. Oczywiście nie wszystkim, faceta wolę nikomu nie oddawać. Ale dzisiaj opowiem Wam trochę więcej o sobie.
Spotkaliście w życiu przeszkodę, którą ciężko przeskoczyć? Ani jej obejść nie można, ani podkop nie będzie skuteczny? Ja spotkałam . I często sama produkuje je na potrzeby własnej historii. Ale jak to ma się do historii mojego szycia?
A no tak, że szyć chciałam od malucha, ale takiego malucha malucha. Moja babcia jest krawcową. Skończyła odzieżówkę. Więc wiele razy widziałam ją przy maszynie. I też chciałam z kilku kawałków materiału tworzyć konkretne rzeczy. I tu pojawia się pierwsza blokada. Nie powiem Wam, że nie miałam odwagi poprosić babci o naukę szycia bo owszem miałam i robiłam to dosyć często. Ale to był moment, który zawaliłam po całości. Nie umiałam zawalczyć. Babcia wiedziała swoje, nie chciała, nie miała czasu i chyba chęci. A może po prostu nie wierzyła we mnie? W sumie to  jej się nie dziwię, mój Boże ile ja miałam hobby? Gitara, taniec , śpiew, wiecie ile opowiadań napisałam za dzieciaka? Słomiany zapał, w który teraz już nie wierzę bo ja po prostu taka jestem. Uwielbiam robić mnóstwo rzeczy. Prowadzić bloga, szyć , pomagać w wydawaniu książki, pracować dla portalu i prowadzić gazetę. Owszem nie jestem najbardziej punktualna, ale jest jedną z lepszych,a nad tą pierwszą cechą pracuję.
Ale wracając do sedna. Szyć się nie nauczyłam od babci. Niestety, bo teraz byłabym wytrawną specjalistką i nie miałabym problemu z pracą.  Jak to się stało, że jednak wszystko ruszyło z kopyta? Na pierwszym roku studiów ch
ciałam wykorzystać możliwości Krakowa. Nudziłam się bo narzeczony został w rodzinnym mieście. StyleDigger na swoim fanpage'u wrzuciła informację o Slow Fashion Cafe. I tak się zaczęło, zapisałam się na pierwszy kurs. Miałam wrażenie, że totalnie się do tego nie nadaję, ale już mi przeszło. Nauczyłam się cierpliwości i to mi pomogło. A później poszłam za ciosem , szyłam , stworzyłam bloga i wybrałam kolejny kurs. Teraz zamierzam iść na roczny kurs zawodowy w gorzowskiej odzieżówce i zdać egzamin. Żeby w lipcu przyszłego roku po 3 latach studiów mieć dwa zawody- być dziennikarką i krawcową.

piątek, 4 lipca 2014

Jak zmienia się świat w czasie wakacji...


Świat zwalnia, żar lejący się z nieba wyhamowuje nawet najaktywniejsze osoby. A obowiązków jest jakby więcej. W końcu mamy czas wolny w wakacje więc wszyscy proszą Nas o przysługi i załatwienie ich spraw. Jeśli nie jesteście asertywni- jak ja- nie odpoczniecie w upalnym, letnim czasie. No i na pewno nie zrealizujecie swoich planów.

Moim planem na te wakacje jest przekształcenie bloga w prawdziwy, profesjonalny blog o szyciu. Ale tak jak piszę wszystko jest przeciwko mnie. Pewnie stwierdzicie, że to świetna wymówka, ale ani komputer nie chce działać jak trzeba, ani ilość obowiązków znacząco się nie zmniejszyła. Zaczęło się wszystko od przeprowadzki,  skracaniu spodni na niedzielę, wybieraniu nowego komputera ( wiem, że to sama przyjemność, ale ile czasu pochłania) kończąc na niewspółpracującym szablonie bloga.

W każdym razie nie jest tak źle jak mogłoby się wydawać. Od mamy ( w związku ze wspaniałą okazją w pewnej sieci) dostałam tableta. Szybko pojawiła się potrzeba etui. W związku z tym, że rzeczy kupować nie lubię, zwłaszcza jak mogę je zrobić sama musiałam szybko zastanowić się nad produkcją domową. I tak z surówki powstał zgrabny pokrowiec, który nie jest do końca funkcjonalny. Ale podstawową rolę ochraniacza pełni bez przeszkód.

czwartek, 19 czerwca 2014

Nadchodzą zmiany!


Mogę to już oficjalnie powiedzieć. Pozbyłam się kuli u nogi! Zdałam egzamin z języka rosyjskiego, który męczył mnie psychicznie od kilku dni. To z jego powodu zniknęłam z sieci. Ale udało się i jesteśmy do przodu! Teraz jeszcze tylko 3 egzaminy i ....

I zaczną się wielkie, blogowe zmiany. Tak znowu coś poprawie, dopracuje i przekształcę. A to wszystko z pomocą Uli z bloga senmai.pl.  Nie wiem czy wiecie, ale Ula prowadzi konsultacje blogowe. Ja traktując pisanie w sieci dość poważnie stwierdziłam, że chcę skorzystać z jej doświadczenia. I tak po analizie tego co i Wy wszyscy możecie widzieć na codzień doszłyśmy do wniosków, że trzeba mi trochę profesjonalizmu.

Plan zmian:
1. Rozpocznę od ustalenia priorytetów- wracam do szycia. I właśnie to będzie podstawa bloga.
2. Fotografia- czas podciągnąć się z niej jeszcze bardziej. Może jakiś kurs, najlepiej wakacyjny?
3.  Chciałabym dokonać również zmian w szablonie, ale nie zdradzam jakich bo to ma być niespodzianka.

Przepraszam, że tak krótko dzisiaj z Wami się kontaktuje, ale ja wiecie jeszcze walczę z sesją. Obiecuje poprawę i ciężko pracę nad blogiem, którą mam nadzieje zobaczycie w niedalekim czasie.

piątek, 6 czerwca 2014

Kreatywne randki - gry na konsolę.



Pierwsza zasada blogera? Nie zaniedbywać czytelników. Ten tydzień obfitował w wydarzenia, które nie pozwalały mi do Was wrócić. Medal za najbardziej upierdliwy problem zdobył zepsuty komputer. A dokładnie złamany zasilacz. Zatem jak by w "Fakcie " napisali " Nie bloguję bo trzymam kabel". Ponad to zbliża się sesja (tak wiem, że to żadne usprawiedliwienie) i druga rocznica naszego związku. Przygotowuje dość czasochłonną niespodziankę.  Ale do rzeczy, może niekoniecznie kreatywne randki, ale to zawsze co innego niż oglądanie telewizji.

Dzisiaj przedstawię Wam 3 nasze ulubione gry.   Pierwsza, która jest najmniej angażująca, ale wyzwalająca najwięcej emocji to Tekken 6. Każdy ma swoją technikę , ja uderzam w pada na ślepo, mój narzeczony rozpracował każdy klawisz i dobrze wie, który atak wykorzystać.  Grajcie we dwójkę bo  jeśli ktoś będzie Was obserwował będzie miał zabawę lepszą  niż Wy.

Częściej wybieramy Guitar Hero.  Perkusja to moje ulubiony instrument. Czasem sięgam po mikrofon. Ale tylko w sytuacjach kryzysowych. Gdy nikt nie chcę się podjąć śpiewania. Tą grę wybieramy gdy jest z nami więcej znajomych.  Dobra alternatywa dla karaoke. Nie każdy jest na tyle odważny by śpiewać, ale za gitarę ludzie chętnie chwytają.


Nasz tegoroczny hit to Sports Champions. Dawno się tyle nie ruszałam podczas gry na konsoli. Uwielbiam siatkówkę, to mój faworyt. Jeśli chodzi o narzeczonego lubi dysk. Ma cela skubany! Dwie godziny aktywnej gry i  zakwasy gwarantowane.  Szkoda , że na Playstation Move jest dosyć ubogi wybór gier. Mam nadzieję, że to w najbliższym czasie się zmieni. Czekamy na coś nowego!