niedziela, 25 stycznia 2015

10 rad dla znudzonych blogerów.



Kryzys! No na pewno, to już jest kryzys na 100%.  Blog nie działa; sesja, praca przytłacza; życia towarzyskiego brak. Zmęczony, znudzony i zły bloger to żaden bloger. Co najszybciej idzie do ostrzału kiedy trzeba zredukować ilość obowiązków? Oczywiście pasje .  Chcę podzielić się z Wami 10 radami dla znudzonych blogerów. Bo moje przestoje blogowe wynikają właśnie z tego, że w moim życiu nic się nie dzieje. Wolę oglądać seriale niż tworzyć wspaniałe wspomnienia. Strasznie to brzmi, ale niestety chyba każdy przechodzić ten etap. Przeczytajcie !

1.Pogódź się z tym.

Tak po prostu. Nadszedł ciężki czas. Masz dużo obowiązków, nie układa Ci się w związku, zapomniałaś jak wyglądają przyjaciółki, a jedyne o czym marzysz to łóżko. Uwierz mi zdarza się każdemu. Ciało i mózg jest zmęczony i musisz się z tym pogodzić. Mam nadzieję, że masz jakiś wpis w zanadrzu, który opublikujesz, a sama  zrób dzisiaj dzień dziecka.

2.Odpocznij.

Zamów jedzenie ( niekoniecznie zdrowe), włącz ulubiony serial i spędź w łóżku dużo czasu.  No chyba, że odpoczywasz aktywnie. Jeśli tak to wskakuj w strój sportowy i działaj. W końcu każdy jest inny. Pamiętaj, żeby wyznaczyć sobie granice. Bo mój odpoczynek lubi zamieniać się w lenistwo.


3.Uporządkuj siebie.

Czas wrócić na bloga. Ale pierwsza myśl, która pojawia się w głowie to nie chcę? Warto uporządkować swoją głowę. Przypomnij sobie dlaczego to robisz. Nic nie pomogło? Chyba czas zmienić format. Świetnie czułaś się pisząc blog o kosmetykach, ale teraz wcale nie masz na to ochoty? Masz do tego pełne prawo. To twoja pasja i jeśli masz ochotę zmień ją. Ma sprawiać Ci radość, a nie być ciężką pracą.


4.Uporządkuj otoczenie.

W takich sytuacjach bardzo pomaga mi wysprzątanie przestrzeni dookoła. Na pierwszym miejscu zawsze jest biurko. To tu zamierzasz pisać , musi być idealnie. Łóżko - to nie najlepszy pomysł, ale każdy jest inny. Pościel je i też się nada. Postaw świeże kwiat, zapal świeczkę, ale przysuń ramkę ze zdjęciem rodziny od razu łatwiej zabrać się do roboty.

5.Znajdź inspiracje.

Jak już ostatnio pisałam dla mnie pinterest.com to nie jest strata czasu. Bo właśnie tam zbieram siły do działania. Przejrzyj ulubione blogi (tylko bez ściągania proszę), poczytaj gazety, cokolwiek co Cię natchnie. Jak by powiedziała Chodakowska: Dasz radę! Wierzę w Ciebie! Dobrze Ci idzie!



6.Wyjdź z domu.

Może być spacer, w większym mieście proponuję jakąś wystawę, a może wypad do kina? Nowa restauracja? Świetny pomysł. Zmień na chwilę środowisko. Wiem, że to trudne. Trzeba wstać, ubrać się , przydałoby się pomalować ( chociaż po co?) i opuścić to ciepłe, przytulne mieszkanie. Uwierz, tlen pomaga na wszystko.


7.Planuj.

Nic nie motywuje mnie tak bardzo jak plan. Kocham kalendarze, planner, wszystko najlepiej w formie papierowej. Jakoś realniejsze mi się te plany wydają. Zapisz sobie pomysły na nowe posty, zaplanuj 5 najbliższych wpisów, wymyśl dwa nowe cykle zrób cokolwiek. Ale rozpisz to na małe punkty do realizacji. I szybciej będzie skreślać koleje pozycje tym większą będziesz miała satysfakcje.

8.Znajdź wsparcie.

Znajdź przynajmniej jedną osobę w swoim otoczeniu, która powie Ci, że Twój blog jest świetny. Która będzie cieszyć się każdym nowym pomysłem. Ale w momencie kiedy coś mu się nie spodoba powie Ci to bo przecież chce dla Ciebie dobrze. Pomoże Ci w realizacje każdego szaleństwa i będzie się bawił równie dobrze jak Ty.


9.Poznaj blogerów.

To nie musi być od razu Kominek albo Fashionelka. Wystarcz, że Twoja koleżanka prowadzi bloga kulinarnego albo lifestylowego. Wymienicie się doświadczeniami. Każdy widzi blogowanie nieco inaczej. Wspólny cykl? Albo wyzwanie blogowe? Czemu nie?

10.Niczego nie odkładaj.

Jeśli już nie chcesz być znudzonym blogerem , wykonaj te punkty. Nie gwarantuje zmiany w przeciągu 30 minut. Ale wiem, że to się sprawdza. Bo inaczej ten wpis nigdy by nie powstała. A ja rzuciłabym Romato już po kilku pierwszych miesiącach.

Rozwiej wątpliwości.

Swoje i wszystkich dookoła. Możesz stworzyć fenomenalnego bloga. Ja w to wierzę, a Ty rozwiej swoje wątpliwości.

piątek, 23 stycznia 2015

Hity 2014.



Dziennikarz to taka istota, która bez bieżących informacji czuje się zagubiona. Często słysząc o najnowszym filmie, który widzieli już wszyscy dookoła w popłochu rzuca się do najbliższego komputera. Musi chociaż wiedzieć kto jest reżyserem, nie wypada mu odstawać od reszty. Siła wyższa każe mu być na bieżąco. Coraz częściej dotyczy to również osób nie związanych ze światem mediów.
Dlatego przygotowała Wam nieobiektywne streszczenie roku 2014. Podrzucam kilka filmów, książek i blogów. W końcu wszyscy będziemy brylować w towarzystwie :) Szczerze przyznam się Wam, że wszelkie kulturalne zaległości nadrabiam jeżdżąc do Krakowa. 9 godzina podróż pozwala swobodnie uzupełniać braki.

2 najlepsze filmy.

W tej kategorii bezapelacyjnie wygrywa NIEMIECKI film. Tak też jestem w szoku. Proszę nie zrażajcie się jego "pochodzeniem". Ja też nie lubię niemieckiego kina. Jest za ciężkie. "Dziś jestem blondynką." to dramat oparty na prawdziwej historii. Na ekranach pojawił się już w 2013 roku, ale ja odkryłam go pod koniec 2014 roku. Porusza problem ciężkiej choroby w młodym wieku. Chyba każdy "gówniarz" ( tak ja nadal się za niego uważam) powinien go zobaczyć. W końcu życie masz tylko jedno.
Chyba nie mam szczęścia ostatnio do komedii. Albo o prostu robią je coraz gorsze ponieważ drugą nagrodę również zdobywa dramat z 2013 roku. Mam nadzieję, że wybaczycie mi nieścisłość czasową. Do nas śmiertelników, którzy rzadko chodzą do kina, film docierają z lekkim opóźnieniem. Kojarzycie tę rolę do której Matthew McConaughey schudł ponad 20 kilogramów? "Witaj w klubie." pokazuje realia życia ze śmiertelną chorobą w latach 80-tych. Pełne stereotypów społeczeństwo odrzuci Cię nawet jeśli wcześniej trząsłeś towarzystwem. Jak dla mnie w pełni zasłużone Oscary.
Klapa roku? Narażę się teraz połowie blogosfery i wszystkim krytykom filmowym- "Wielkie piękno.". Kadry z filmu zasłużyły na Oscara. Fabuła to nudna historia włoskiego kobieciarza 65+. Zdecydowanie za długi. A może po prostu ja jestem na niego za głupia?

0 objawień blogowych.

Czemu 0? Żeby pasowało do konwencji, którą założyłam w poście. A tak całkiem serio- ciężko znaleźć mi objawienie roku. Są osoby, które odwiedzam regularnie i może przez to już nie są objawieniem tylko blogowym autorytetemi. Bez zbędnych komentarzy lista z której znacie za pewne wszystkich (kolejność przypadkowa):

Bo ma być mrucznie- Gratuluję!

1 portal roku.

Zdecydowanie Pinterest. Zdobył moje serce ze względu na przygotowania do ślubu. To tam zbieram wszelkie inspiracje i znajduję świetnych specjalistów. Wciągnęłam się i teraz kiedy potrzebuje motywacji bo naprawdę nic mi się nie chcę sięgam do tego portalu. Wiele osób uważa, że to strata czasu. Ale jeżeli coś mnie na tyle motywuje, że jestem w stanie podnieść tyłek z kanapy to nigdy nie zostanie przeze mnie uznane za stratę czasu. Możecie obserwować mój prywatny profil, chętnie się nim dzielę: proszę bardzo.

4 hity książkowe.

Laur pierwszeństwa zgarnia Regina Brett z jej wspaniałą serią:  "Bóg nigdy nie mruga", "Jesteś cudem". "Bóg zawsze znajdzie Ci pracę". Pojawiło się dużo głosów, że to zbyt religijna książka. Mi to wcale nie przeszkadza, jestem wierząca i cieszę się, że ktoś zaczyna pokazywać moją wiarę w ten sposób. Łatwy i dostępny dla wszystkich. Na pewno czytaliście już mnóstwo recenzji więc odsyłam Was prosto do księgarni jeśli jeszcze nie macie ich w swojej biblioteczce.
 "Dziewczyny z powstania" Anny Herbich wzbudziły we mnie ogromne pragnienie posiadania wszystkich książek z serii Prawdziwe historie. Pięknie wydana, przeczytana jednym tchem. Ja interesuję się II wojną światową, ale polecam ją również wszystkim, którzy uważają lub uważali historię za najgorszy przedmiot w szkole. 
Kolejna pozycja oparta na faktach to "Polskie miłości..." Andrzeja Mularczyka. Zbiór reportaż dotyczących naprawdę wszelkich rodzajów miłości. Życie pisze najlepsze scenariusze. Polecam wszystkim amatorom "dobrych" książek.
I coś lżejszego. Chociaż to chyba złe określenie. " Gwiazd naszych wina" Johna Greena jest napisana bardzo prostym językiem. Ale mówi o czymś wielkim i chociaż gromy sypią się na autora ja ich nie popieram. Język jest ważny, ale czy to jest najistotniejsze?

Streszczenie rozciągnęło się odrobinę. I chociaż większość pozycji nie pochodzi z 2014 roku była jego zdecydowanymi hitami.

niedziela, 18 stycznia 2015

Postanowienia, postanowieniami, a co z realizacją?

Przeczytałam już tyle postów na temat postanowień noworocznych, że głowa mi zaraz wybuchnie z nadmiaru wiedzy. Planuję, zapisuje i realizuję. Ta ostatnia część jest najtrudniejsza. Podobno postanowienia powinny sprawiać przyjemność, ale ja mam odmienne zdanie. Gdyby założyła tylko przyjemności nic, a nic bym się nie rozwinęła. Dlatego staram się planować i przyjemne i rozwijające postanowienia. Wtedy łatwiej zabrać się za ich realizację. 

Zaczynam od tych przyjemnych. W sierpniu tego roku czeka mnie przeprowadzka na "swoje". W związku z tym, że jestem mocno związana z domem muszę stworzyć go na nowo. Chcę aby jak najbardziej odpowiadał naszej estetyce i oddawał ciepło rodzinnego miejsca. Ale gdy wchodzę do sklepu z dekoracjami zapominam o Bożym świecie. Wcale nie kupuję rzeczy, które powinnam, tylko te które w tym momencie mi się podobają. Żeby pozbyć się tego okropnego zwyczaju, którego wynikiem jest masa niepasujących do siebie bibelotów postanowiłam zrobić tablicę inspiracji. Jeszcze nie wiemy na ilu metrach przyjdzie nam mieszkać, ani gdzie, ale wiemy jakie funkcje ma spełniać nasze miejsce. Ma być domem przez duże "D".

Sypialnia

W styczniu przypadło mi znaleźć inspiracje do sypialni. Mam nadzieję, że będzie na tyle duża, że dwuosobowe łóżko się w niej spokojnie zmieści. To moje małe marzenie.
zdjęcia pochodzą z portalu: pinterest.com

Uwielbiam neutralne kolory. Chociaż ta odrobina turkusu jest bardzo kusząca. Co do dodatków to jestem w 100 % pewna, że powstaną ramki z podróży. Pierwsza będzie z Turcji. To właśnie tam wybieramy się w podróż poślubną.

zdjęcia pochodzą z portalu: pinterest.com




czwartek, 1 stycznia 2015

Noworocznie


Każdy ma gorsze i lepsze chwile. Na wszystkich blogach od kilku dni powstają wpisy podsumowujące rok.  Ja swój mogę podzielić na dwie części.

Część I - od stycznia do czerwca 2014 r.

Czas intensywnego rozwoju bloga. Miałam wtedy możliwość połączenia prowadzenia bloga ze studiami. Szyłam regularnie, niewiele, ale systematycznie co zwiększało moje umiejętności. Zmieniłam z narzeczonym szablon bloga.  Moje życie było naprawdę kreatywne. Pod koniec czerwca nastał trudny czas podejmowania decyzji. W związku z nimi wróciłam do rodzinnego miasta i podjęłam pracę. To ona odebrała mi może nie możliwość , ale radość ze swojej pasji. Głęboko w sercu potrzebowałam jej do oderwania się od rzeczywistości, z drugiej strony poczucie winy wynikające z porzucenia bloga wpływało negatywnie na moje podejście do sprawy.I tutaj zaczynamy drugi etap roku 2014.

Część II- od lipca do grudnia 2014 r.

Część, która przytłoczyła moją motywację. Moje życie przestało być kreatywne. Chyba ze względu na to, że codziennie musiałam wstawać do pracy, którą niekoniecznie lubiłam. Jedyne na co miałam ochotę po powrocie to kilka odcinków serialu i spanie. Dopiero gdy z niej zrezygnowałam, złapałam powietrze. Nie od razu zabrałam się za szycie. Ale gdy tylko odpoczęłam psychicznie ( słyszałam, że może to trwać od 3 do 5 tygodni) wróciłam do mojej pasji. Nigdy nie ukrywałam, że gdy szyję to denerwuję się często i mocno, ale efekt końcowy zawsze wynagradza mi zszargane nerwy.

Przyszłość.

Wczoraj po raz ostatni bawiłam się w sylwestrową noc jako panna. W tym roku rozpocznę nowy etap życia. Ale nie tylko dlatego, że na moim palcu pojawi się obrączka. Ale też dlatego, że zamierzam zrealizować w tym roku wszystkie postanowienia noworoczne. 

Z Wami chcę się dzisiaj podzielić moją kreacją sylwestrową. Jedno z największy osiągnięć 2014 roku to uszycie jej i przetańczenie (bez wpadek) całej nocy. Zdjęć jest niewiele i są nie wyretuszowane.



poniedziałek, 29 września 2014

Tanie odświeżenie kuchni- dalsze wyjaśnienia.


Nasza kuchnia już w następnym poście!


W życiu bym nie przypuszczała, że zmiany w życiu mogą tyle kosztować. Zdrowia, czasu i energii. Zmiana mieszkania, podjęcie pracy , zmiana trybu studiów zupełnie wytrąciły mnie z równowagi emocjonalnej i organizacyjnej. Blog zszedł na dalszy plan, a ja odreagowywałam stres tanią rozrywką. Niespełnione marzenia leżą schowane głęboko, a ja niezadowolona zmieniam priorytety. Ale koniec prywaty, dzisiaj opowiem Wam jak zmienić swoją kuchnie tanim kosztem.


Niestety jak to bywa w remontowym zamieszaniu kompletnie zapomniałam zrobić zdjęcia przed i w trakcie. Nie zobaczycie jak wyglądało serce mojego, wynajmowanego mieszkania przed metamorfozą. Ale pokrótce Wam je opiszę. Ściany były okropnie pomarańczowe. Mamy 7 szafek , 4 górne i 3 dolne.  Miały kolor ..., właściwie był to " miętowo-szary melanż  w kropki". Nie wiem czy rozumiecie o co mi chodzi, ale wierze w Waszą wyobraźnie. Na środku przybito jasne, drewniane listewki w kształcie prostokątna. W jednej z szafek mamy szyby na których jeszcze kilka dni temu był przyklejony zegar, okropny zegar. Jako, że nasz właściciel jest bardzo otwarty  pozwolił nam je zmienić w dowolny sposób. Pierwszym pomysłem była okleina. Jednak po rozważeniu za i przeciw doszliśmy do wniosku że to nie najlepszy pomysł. Ja bałam się kiczowatego efektu, a mój narzeczony aplikacji. Zdecydowaliśmy się na malowanie szafek.

Malowanie szafek krok po kroku.

1. Musicie porządnie wyczyścić szafki. Najlepiej produktem, który przy okazji je odtłuści. To podstawa, żeby farba trzymała się długi czas.
2. Najpierw odkręćcie uchwyty, a potem całe fronty. Zawiasy pozostawcie przykręcone do szafek. Łatwiej je będzie później przykręcić z powrotem. Ubytki uzupełnijcie masą szpachlową.
3.Teraz jedna z najważniejszych części, zmatowienie powierzchni. My użyliśmy szlifierki- to najszybszy sposób. Nie musicie się jej bać pomimo tego, że szafki kuchenne są często zrobione z płyty mdf. Równie dobrze możecie to zrobić ręcznie, ale zajmie to więcej czasu.Wybraliśmy papier ścierny o ziarnistości 100. Cały zabieg zajął nam około półtorej godziny. Ścieraliśmy do momentu gdy kolor stał się wyblakły, a w niektórych miejscach pojawiły się białe prześwity.
4. Zaczynam najprzyjemniejszą część - malowanie. Wybierzcie emalię akrylową, nie potrzebujecie farby podkładowej. Pamiętajcie aby wybrać wałek do farb akrylowo-wodnych to ważne!
5. Po dwóch godzinach czas na kolejną warstwę.W naszym przypadku wystarczyły tylko dwie. Zostawiliśmy je do wyschnięcia na całą noc. Rano przykręciliśmy uchwyty i fronty do szafek.
6. Gotowe!

Lista zakupów:

1. Cif Kuchnia- ok.13 zł.
2.Papier ścierny do szlifierki około 1,5 metra- ok.6 zł.
3. Emalia akrylowa Colours 0,5 l - ok 22 zł.
4.Zestaw malarski do farb akrylowo-wodnych- ok. 13 zł.

Warto również zmienić kolor ścian- to wydatek ok. 50 zł w zależności od koloru i powierzchni kuchni.

P.S. Już w następnym poście zobaczycie efekty kuchennych rewolucji ! 


piątek, 15 sierpnia 2014

3 tygodniowa nieobecność...



Najtrudniej jest wrócić. Otworzyć przeglądarkę, wpisać blogger.com i zacząć tworzyć. Ale już to zrobiłam więc chyba najgorsze za mną. Mogę powiedzieć oficjalnie: WRÓCIŁAM.


A teraz kilka słów o tym dlaczego zniknęłam. Spokojnie na szczęście nie powstrzymywały mnie żadne traumatyczne wydarzenia. Po powrocie do rodzinnego miasta musiałam podjąć kilka ważnych decyzji, zmieniających moje życie.  Wszystko rozpoczęło się od szukania pracy, rozmowy kwalifikacyjnej i tak oto od dwóch tygodni pracuję. W związku z nowym trybem życia , zaniedbałam sferę w której najbardziej się rozwijałam- bloga. Bardzo mi tego żal. Dlatego też nie zamierzam tego porzucić. Ale o tym za chwilę. Następnym krokiem było wynajęcie mieszkania. Wprowadzamy się tam na początku września. Już głowę zaprząta mi wystrój wnętrz. Później muszę uporać się ze studiami. To chyba będzie jeden z przełomowych kroków, najtrudniejszy bo całkowicie niezależny ode mnie. Kiedy to wszystko uporządkuje, pozostanie tylko jedno- wziąć w sierpniu ślub. 


Jakie są moje plany na najbliższe kilka tygodni?  Przede wszystkim domowe diy. Możecie spodziewać się mnóstwa projektów. Zaczynam od akrylowego, grubego, lawendowego koca zrobionego na drutach. Zamierzam przybliżyć Wam też kulisy kursu szycia i tworzenia ubrań. Mam nadzieję, że ilość obowiązków zmobilizuje mnie do lepszej organizacji, a nie jak teraz do nieproduktywnego lenistwa :)
A już od poniedziałku nowe wyzwanie Uli - polecam!



piątek, 18 lipca 2014

Typowy wakacyjny dzień



Każdy dzień jest inny. Obfituje w niespodziewane wydarzenia, spotkania i rozmowy. Jednak w wakacje wszystko opiera się na pewnej wypracowanej rutynie. I chociaż wciąż jest nietypowo to jednak w granicach rozsądku.

Poranek

Zazwyczaj wstaję pomiędzy 8.00, a 9.00. Dzień rozpoczynam dużym kubkiem białej kawy. Ostatnio stało się to moim obowiązkiem, inaczej ból głowy daje mi się we znaki. Do kawy przygotowuje śniadanie. Staram się zawsze mieć w lodówce sezonowe owoce, żeby zrobić z nich koktajl. Później wybieram ubranie. W dni kiedy wiem, że nie zamierzam się nigdzie ruszać stawiam na wygodę, czyli dresowe szorty i top. Jeśli wychodzę  to najczęściej w sukience,  wtedy robię też makijaż. Po wszystkim planuje dzień, żeby nie zmarnować czasu.

Południe

Najczęściej robię transkrypcję dla Magdy Bębenek, opracowuje posty lub załatwiam sprawy w mieście. Dzisiaj miałam zaplanowaną rozmowę rekrutacyjną, ale została przeniesiona na poniedziałek. Przygotowuje obiad, który kończy moja mama po przyjściu z pracy.  Jeśli znajdę chwilę czasu włączam serial. Teraz na topie jest "Plotkara". Owszem denerwuje mnie to, że wszyscy kręcą ze wszystkim jak w "Modzie na sukces", ale nie potrafię sobie odpuścić. Bo to co robi Eric Daman (kostiumograf) jest godne podziwu. Późny popołudniem zazwyczaj wybieram aktywność fizyczną np. badmintona. Niestety nie jest to regularna praktyka. Ale staram się wrócić do porannego biegania.

Wieczór 

To czas relaksu, no chyba, że nie skończyłam transkrypcji na czas. :) Spędzam dużo czasu z narzeczonym i rodziną. Wybieramy wtedy gry planszowe, dobre filmy, kabarety lub LOL'a. Tak jestem dziewczyną i gram z moim młodszym bratem w League of Legends i nie, nie wstydzę się tego! Pomimo, że jest między nami duża różnica wieku staramy się spędzać sporo czasu razem. Bo w przyszłym roku wyprowadzam się z domu na dobre. Dzień kończę demakijażem i modlitwą. Niestety zasypiam długo, ale mam wtedy czas pomarzyć.




czwartek, 17 lipca 2014

Życiowy soundtrack




Całe życie czytam, słucham, oglądam. Kultura jest mi bliska w każdej postaci. Dzisiaj chcę Was poprowadzić ścieżkami swojego dorastania. W wyzwaniu Ula proponuje opisać tylko jeden album, książkę lub film. Ja nie potrafię. Bo do mojego życia sam napisał się soundtrack i scenariusz.


Książka

Zacznijmy od książki dzieciństwa. " Dzieci z Bullerbyn" - Astrid Lindgren- mistrz! Wracam do niej czasami. I wcale mnie nie obchodzi to, że jest lekturą w III klasie szkoły podstawowej. Autorka stworzyła świat w którym jako dziecko chciałam zamieszkać. To było niesamowite, mieć pokój jak  Lisa to moje marzenie do tej pory:) Obiecałam sobie, że kiedyś zobaczę wszystkie zagrody na żywo.

Film

Czas na film, który zmienił moje patrzenie na dobro, które nie musi być domeną dorosłych. Które nie musi przejawiać się ogromnymi czynami. Nie trzeba być prezesem fundacji, żeby zmieniać świat. O tym właśnie jest film "Podaj dalej". Jeśli go nie widzieliście, koniecznie to nadróbcie. Ja zawsze płaczę jak bóbr. Gdy tylko pojawia się w telewizji nic nie jest w stanie mnie od niego odciągnąć. Historia Trevora zawstydza mnie i inspiruje w tym samym czasie.

Muzyka

A teraz soundtrack. Mam dwa albumy, które towarzyszą mi w najważniejszych momentach życia. Pierwszy z nich to "Life in cartoon music". Pamiętam jak dzisiaj, że nie mogąc zasnąć skakałam po kanałach, nagle mój wzroku zatrzymał się na MTV (to nie jest kanał za którym przepadam) i zobaczyłam koncert. Mika był tak charyzmatyczny, że już następnego dnia ściągnęłam oba albumy i nie rozstawałam się z nimi przez dwa lata.  Teraz wracam do niego gdy mam ochotę na wspomnienia.

Mam nadzieję, że teraz milę Was zaskoczę bo na moim odtwarzaczu pojawiła się również polska muzyka. Ona towarzyszyła mi szczególnie w okresie liceum. I chociaż odstawałam od reszty bo wszyscy słuchali polskiego hip-hopu mi to totalnie nie przeszkadzało. " Granda" Brodki  jest bardziej sentymentalnym albumem. Wciąż wracam do pojedynczych utworów, które pomagają mi się zmagać z trudnościami życia.



środa, 16 lipca 2014

10 rzeczy, które lubię i 10 rzeczy, których nie znoszę.


Co jeszcze?
 Uwielbiam:
#1 Czytać książki w jesienne wieczory, pijąc herbatę i słysząc bębniący o szybę deszcz.
#2 Organizować każdą strefę swojego życia.
#3 Oglądać amerykańskie seriale i podziwiać pracę kostiumografów.
#4 Blogować i pisać. W końcu miałam zostać dziennikarką. 
#5 Uczyć się, a raczej poszerzać swoją wiedzę. Bo kucie nie jest dla mnie.
Nie znoszę:
#1 Jak coś mi nie wychodzi. Na przykład zdjęcia.
#2 Być przymuszana do czegokolwiek. Paraliżuje mnie to, wtedy na nic nie mam ochoty.
#3 Tego, że wciąż sprawdzam Facebooka chociaż wcale nie ma takiej potrzeby.
#4 Braku motywacji. Np. do ćwiczeń fizycznych.
#5 Tęsknoty, totalnie sobie z nią nie radzę.






wtorek, 15 lipca 2014

O samotności, która odmieniła moje życie.



Zaraz zabieram się za malinowe babeczki, ale zanim zacznę pieczenie chcę się z Wami podzielić czymś ważnym. Czasami macie wrażenie, że nikogo nie ma dookoła. I chociaż fizycznie otaczają Was ludzie, a nawet całe mnóstwo znajomych, czujecie pustkę. Bo nie dzielicie wspólnych zainteresowań, a wasze rozmowy skupiają się na pogodzie, nowościach w telewizji, egzaminach w sesji czy najświeższych wydarzeniach chociażby sportowych takich jak mundial.
 Właśnie z tego poczucia pustki powstał mój blog. W związku z tym, że studiuję dziennikarstwo, które niewiele ma wspólnego z szycie czasami czułam się zagubiona. Owszem plotkowałam z przyjaciółkami, dużo rozmawiałyśmy o filmach, literaturze czy o muzyce, którą wszystkie uwielbiamy. Jednak czasem oczekuje się, że ktoś zapała do waszej pasji pełnym entuzjazmem. Dla tego kogoś ścieg francuski nie będzie czarną magią  i ten ktoś będzie doskonale rozumiał Wasze problemy z podszewką. I choć mój narzeczony naprawdę słucha mnie z zaciekawieniem, fizycznie nie może mi doradzić w pewnych kwestiach. A widząc poszczególne etapy tworzenia ubrań efekt końcowy nie jest dla niego efektem wow.
Z tych wszystkich powodów zaczęłam blogować. Żeby dzielić się tym co robię i tym co wiem. Żeby pokazać, że owszem szycie to nie jest najprostsza rzecz na  świecie, ale da się przebrnąć przez trudne początki. Żeby inspirować Was to dalszych kroków, które ja tak ociężale stawiałam. Bo chciałam się wyżyć twórczo w szyciu i w pisaniu. I bo chciałam sobie coś udowodnić.
Tak jak Wam już pisałam zawsze uważano, że mam słomiany zapał. Przyzwyczaiłam się do tego i w tej chwili w pełni to akceptuje. Wcześniej tak nie było. Zakładając tego bloga chciałam udowodnić wszystkim dookoła, że potrafię , mogę i chcę. To była moja największa wewnętrzna motywacja. I na początku maja, w dniu pierwszych urodzin Romato, poczułam ukłucie w sercu. Ukłucie dzięki któremu zrozumiałam, że już niczego nie udowadniam, że to co robię, robię bo chce.
Odnalazłam jeszcze jeden wielki plus blogowania. Mój narzeczony pomaga mi w prowadzeniu bloga.  To nas bardzo zbliżyło, a ja upewniłam się, że mamy podobne poczucie estetyki :). To on stoi za wszystkimi graficznymi zmianami, tutaj w tym moim miejscu w sieci.  .Miejscu gdzie czuję się najlepiej na świecie bo jest moje, uszyte na miarę.




poniedziałek, 14 lipca 2014

O tym jak wymyślić coś niepowtarzalnego.


Są dni kiedy moja głowa świeci pustkami. Nic nie jestem  w stanie z tym zrobić. Idę na spacer- nie działa, przeglądam milion inspiracji- kreatywność nadal się nie odnalazła, włączam serial, czytam książkę, ....(wpiszcie co przychodzi Wam do głowy)- niestety nic. Po tych wszystkich czynnościach już wiem, że moja twórczość w ciągu najbliższych kilku godzin nie przyniesie owoców.

W gruncie rzeczy wszystko planuję. Od dnia, przez ślub do ogólnego zarysu mojej kariery zawodowej. Dzięki temu czuję się bezpieczniej bo mam kontrolę nad następującymi po sobie wydarzeniami.  Blog chodził mi po głowie od dłuższego czasu. Ale podchodziłam do sprawy ostrożnie. Nie miał być moim pierwszym blogiem, ale chciałam, żeby był tym najlepszym. Wiecie, że nie jestem sobie w stanie przypomnieć nawet nazwy poprzednich? To tylko jeden z powodów dla których tamte miejsca w sieci już nie istnieją.
Wiedząc, że nazwa musi być po pierwsze chwytliwa, po drugie krótka i po trzecie wiązać się jakoś z treściami i charakterem autora zabrałam się do dzieła. Wiedziałam, że bój nie będzie prosty.  Stworzenie nazwy dla bloga kreatywnego, opierającego się na szyciu nie będzie łatwe. Ale wszystko zorganizowałam. Z kubkiem kawy siadłam do pracy. Stwierdziłam, że podstawą nazwy ma być stwierdzenie " Robótki po studencku". Chciałam, żeby efekt końcowy nie był trudny dla wypowiedzenia dla obcokrajowca. Chociaż nie mam zapędów międzynarodowych wydawało mi się to ważne. Tak więc postanowiłam, że skupię się na ułożeniu z sylab nazwy przyjemnej dla ucha. Właśnie tak powstała nazwa Romato. Sprawdziłam czy w sieci istnieje miejsce o podobnej nazwie. Na szczęście okazało się, że nic ciekawego nie wyświetla się pod tym hasłem.
Bardzo się przywiozłam do swojego pomysłu. Jak zauważyliście do tego stopnia, że zniknęły "Robótki po studencku" i zostało wyłącznie Romato.  W tej chwili nie zmieniłabym tej nazwy na żadną inną.  W przyszłości zamierzam wykupić domenę i wiem, że nie będę miała z tym problemu bo nie będzie to strata pieniędzy, a ja nie będę miała ochoty na zmiany.




piątek, 11 lipca 2014

Rycerz w błękitnej zbroi.


Wbrew pozorom nie chcę Wam dzisiaj wciskać kolejnej historii o książętach, rycerzach, smokach oraz biednych, zależnych i głupiutkich księżniczkach. Chcę Wam przedstawić coś z czego naprawdę jestem dumna. I chociaż nie skończyłam jej na czas skradła moje serce.




Marynarkę, którą możecie zobaczyć na powyższych zdjęciach, uszyłam sama. No dobra przyznam się, nie do końca. Zaczęłam ją na kursie szycia w Krakowie, skończyłam w Gorzowie z pomocą babci. Ale nikt inny nie siedział przy maszynie. Tylko ja! Ze spódnicą ołówkową z tego samego materiału miała tworzyć komplet na chrzciny mojego siostrzeńca. Ale po pierwsze nie wyrobiłam się , po drugie było stanowczo za gorąco.  Już teraz wiem, że zrezygnowanie z podszewki było dobry pomysłem ( chociaż możecie powiedzieć, że jestem tchórzem) i że muszą zajść w niej pewne zmiany. Tzn. że baskinka zostanie delikatnie zaokrąglona. Wykrój pochodzi oczywiście z Burdy. Niestety wszystkie moje magazyny jeszcze zalegają w pudłach więc nie mogę Wam teraz zdradzić z której, postaram się to uzupełnić.
A różnie nazywane padki na ramionach ( parasolki wtf?, naramienniki, ozdoby) nieustannie kojarzą mi się ze średniowieczem.






czwartek, 10 lipca 2014

Kursy szycia w technikach odzieżowych.



Chciałabym przekazać wszystkim mieszkańcom Gorzowa szczęśliwą nowinę. W gorzowskim technikum odzieżowym we wrześniu rozpoczynają się kursy zawodowe m.in. z szycia. Uchylę Wam dzisiaj rąbka tajemnic, jak to wszystko wygląda, czy warto, i co z tego będziecie mieli.
 Kurs w szkołach są najlepszym wyborem dla wszystkich, którzy nie mają zbyt dużego budżetu lub wolą wydawać pieniądze na nowe materiały. Bo zajęcia są sfinansowane najczęściej z Unii Europejskiej, Urzędu Pracy lub Gminy.  
W Gorzowie technikum wbrew powszechnej opinii radzić sobie coraz lepiej. I chociaż poziom przedmiotów podstawowych nie jest najwyższy to  przedmiotów zawodowych jest bardzo wysoki. Uczennice tej szkoły zdobyły drugie miejsce na Międzynarodowym Festiwalu Twórczości Szkolnej „Gef” The World Festival of Creativity in Schools w San Remo.  Ponad to dziewczęta indywidualnie wygrywają konkursy m.in. Fashion Week w Krakowie. 
Oferta kursu jest skierowana do osób dorosłych. Myślę, że to jej jedyny mankament. Wiele licealistek czy nawet gimnazjalistek chce się rozwijać. Zajęcia odbywają się w weekendy, w sobotę od 8.00 do 18.00 i w niedzielę od 9.00-16.00. co drugi tydzień.  Z tego co się orientuję, zdarzały się też zajęcia w piątki, ale to dla tych osób, które chcą zakończyć kurs egzaminem zawodowym. O nim opowiem w innym poście. 
Żeby zapisać się na kurs musicie do sekretariatu szkoły do 31.07 dostarczyć wniosek (który wcześniej musicie z niego pobrać) , dwa zdjęcia i zaświadczenie od lekarza, że nie ma żadnych przeciwwskazań do waszej nauki w tym konkretnym zawodzie.
Co będziecie z tego mieli? Jeśli zdacie egzamin- kolejny zawód. Jeśli nie to umiejętności, których nikt wam nie odbierze. Poza tym mnóstwo  nowych znajomości. I oszczędzicie na zakupie nowych ubrań. Czy warto?  Chyba nie muszę Was bardziej przekonywać. Wszystko co rozwija i pozwala spełniać swoje marzenia i poszerzać pasję jest warte każdej minuty wolnego czasu. 
Mam nadzieję, że spotkamy się na zajęciach we wrześniu.




środa, 9 lipca 2014

Jak spełniać marzenia czyli trochę prywaty.




Co o mnie wiecie? W gruncie rzeczy niewiele. Jeśli ktoś z Was zaglądnął do zakładki "O mnie" wie, że studiuję dziennikarstwo, mieszkam w Krakowie (prawie nieaktualne) i to,  że lubię się dzielić. Oczywiście nie wszystkim, faceta wolę nikomu nie oddawać. Ale dzisiaj opowiem Wam trochę więcej o sobie.
Spotkaliście w życiu przeszkodę, którą ciężko przeskoczyć? Ani jej obejść nie można, ani podkop nie będzie skuteczny? Ja spotkałam . I często sama produkuje je na potrzeby własnej historii. Ale jak to ma się do historii mojego szycia?
A no tak, że szyć chciałam od malucha, ale takiego malucha malucha. Moja babcia jest krawcową. Skończyła odzieżówkę. Więc wiele razy widziałam ją przy maszynie. I też chciałam z kilku kawałków materiału tworzyć konkretne rzeczy. I tu pojawia się pierwsza blokada. Nie powiem Wam, że nie miałam odwagi poprosić babci o naukę szycia bo owszem miałam i robiłam to dosyć często. Ale to był moment, który zawaliłam po całości. Nie umiałam zawalczyć. Babcia wiedziała swoje, nie chciała, nie miała czasu i chyba chęci. A może po prostu nie wierzyła we mnie? W sumie to  jej się nie dziwię, mój Boże ile ja miałam hobby? Gitara, taniec , śpiew, wiecie ile opowiadań napisałam za dzieciaka? Słomiany zapał, w który teraz już nie wierzę bo ja po prostu taka jestem. Uwielbiam robić mnóstwo rzeczy. Prowadzić bloga, szyć , pomagać w wydawaniu książki, pracować dla portalu i prowadzić gazetę. Owszem nie jestem najbardziej punktualna, ale jest jedną z lepszych,a nad tą pierwszą cechą pracuję.
Ale wracając do sedna. Szyć się nie nauczyłam od babci. Niestety, bo teraz byłabym wytrawną specjalistką i nie miałabym problemu z pracą.  Jak to się stało, że jednak wszystko ruszyło z kopyta? Na pierwszym roku studiów ch
ciałam wykorzystać możliwości Krakowa. Nudziłam się bo narzeczony został w rodzinnym mieście. StyleDigger na swoim fanpage'u wrzuciła informację o Slow Fashion Cafe. I tak się zaczęło, zapisałam się na pierwszy kurs. Miałam wrażenie, że totalnie się do tego nie nadaję, ale już mi przeszło. Nauczyłam się cierpliwości i to mi pomogło. A później poszłam za ciosem , szyłam , stworzyłam bloga i wybrałam kolejny kurs. Teraz zamierzam iść na roczny kurs zawodowy w gorzowskiej odzieżówce i zdać egzamin. Żeby w lipcu przyszłego roku po 3 latach studiów mieć dwa zawody- być dziennikarką i krawcową.

piątek, 4 lipca 2014

Jak zmienia się świat w czasie wakacji...


Świat zwalnia, żar lejący się z nieba wyhamowuje nawet najaktywniejsze osoby. A obowiązków jest jakby więcej. W końcu mamy czas wolny w wakacje więc wszyscy proszą Nas o przysługi i załatwienie ich spraw. Jeśli nie jesteście asertywni- jak ja- nie odpoczniecie w upalnym, letnim czasie. No i na pewno nie zrealizujecie swoich planów.

Moim planem na te wakacje jest przekształcenie bloga w prawdziwy, profesjonalny blog o szyciu. Ale tak jak piszę wszystko jest przeciwko mnie. Pewnie stwierdzicie, że to świetna wymówka, ale ani komputer nie chce działać jak trzeba, ani ilość obowiązków znacząco się nie zmniejszyła. Zaczęło się wszystko od przeprowadzki,  skracaniu spodni na niedzielę, wybieraniu nowego komputera ( wiem, że to sama przyjemność, ale ile czasu pochłania) kończąc na niewspółpracującym szablonie bloga.

W każdym razie nie jest tak źle jak mogłoby się wydawać. Od mamy ( w związku ze wspaniałą okazją w pewnej sieci) dostałam tableta. Szybko pojawiła się potrzeba etui. W związku z tym, że rzeczy kupować nie lubię, zwłaszcza jak mogę je zrobić sama musiałam szybko zastanowić się nad produkcją domową. I tak z surówki powstał zgrabny pokrowiec, który nie jest do końca funkcjonalny. Ale podstawową rolę ochraniacza pełni bez przeszkód.

czwartek, 19 czerwca 2014

Nadchodzą zmiany!


Mogę to już oficjalnie powiedzieć. Pozbyłam się kuli u nogi! Zdałam egzamin z języka rosyjskiego, który męczył mnie psychicznie od kilku dni. To z jego powodu zniknęłam z sieci. Ale udało się i jesteśmy do przodu! Teraz jeszcze tylko 3 egzaminy i ....

I zaczną się wielkie, blogowe zmiany. Tak znowu coś poprawie, dopracuje i przekształcę. A to wszystko z pomocą Uli z bloga senmai.pl.  Nie wiem czy wiecie, ale Ula prowadzi konsultacje blogowe. Ja traktując pisanie w sieci dość poważnie stwierdziłam, że chcę skorzystać z jej doświadczenia. I tak po analizie tego co i Wy wszyscy możecie widzieć na codzień doszłyśmy do wniosków, że trzeba mi trochę profesjonalizmu.

Plan zmian:
1. Rozpocznę od ustalenia priorytetów- wracam do szycia. I właśnie to będzie podstawa bloga.
2. Fotografia- czas podciągnąć się z niej jeszcze bardziej. Może jakiś kurs, najlepiej wakacyjny?
3.  Chciałabym dokonać również zmian w szablonie, ale nie zdradzam jakich bo to ma być niespodzianka.

Przepraszam, że tak krótko dzisiaj z Wami się kontaktuje, ale ja wiecie jeszcze walczę z sesją. Obiecuje poprawę i ciężko pracę nad blogiem, którą mam nadzieje zobaczycie w niedalekim czasie.

piątek, 6 czerwca 2014

Kreatywne randki - gry na konsolę.



Pierwsza zasada blogera? Nie zaniedbywać czytelników. Ten tydzień obfitował w wydarzenia, które nie pozwalały mi do Was wrócić. Medal za najbardziej upierdliwy problem zdobył zepsuty komputer. A dokładnie złamany zasilacz. Zatem jak by w "Fakcie " napisali " Nie bloguję bo trzymam kabel". Ponad to zbliża się sesja (tak wiem, że to żadne usprawiedliwienie) i druga rocznica naszego związku. Przygotowuje dość czasochłonną niespodziankę.  Ale do rzeczy, może niekoniecznie kreatywne randki, ale to zawsze co innego niż oglądanie telewizji.

Dzisiaj przedstawię Wam 3 nasze ulubione gry.   Pierwsza, która jest najmniej angażująca, ale wyzwalająca najwięcej emocji to Tekken 6. Każdy ma swoją technikę , ja uderzam w pada na ślepo, mój narzeczony rozpracował każdy klawisz i dobrze wie, który atak wykorzystać.  Grajcie we dwójkę bo  jeśli ktoś będzie Was obserwował będzie miał zabawę lepszą  niż Wy.

Częściej wybieramy Guitar Hero.  Perkusja to moje ulubiony instrument. Czasem sięgam po mikrofon. Ale tylko w sytuacjach kryzysowych. Gdy nikt nie chcę się podjąć śpiewania. Tą grę wybieramy gdy jest z nami więcej znajomych.  Dobra alternatywa dla karaoke. Nie każdy jest na tyle odważny by śpiewać, ale za gitarę ludzie chętnie chwytają.


Nasz tegoroczny hit to Sports Champions. Dawno się tyle nie ruszałam podczas gry na konsoli. Uwielbiam siatkówkę, to mój faworyt. Jeśli chodzi o narzeczonego lubi dysk. Ma cela skubany! Dwie godziny aktywnej gry i  zakwasy gwarantowane.  Szkoda , że na Playstation Move jest dosyć ubogi wybór gier. Mam nadzieję, że to w najbliższym czasie się zmieni. Czekamy na coś nowego!

czwartek, 29 maja 2014

Jak nauczyć się fotografować?


Blogowanie nie może obyć się bez zdjęć. Jesteśmy społeczeństwem obrazkowym. Wolimy oglądać niż czytać. W związku z tym czas najwyższy zwrócić uwagę na to jak je wykonujemy.


Ja sama nie skończyłam żadnych szkoleń związanych  z fotografią. Do wszystkiego dochodzę sama. No może nie do końca sama. Udało mi się powiększyć swoją wiedzę dzięki blogom właśnie. Chciałabym się z Wami podzielić tymi najbardziej wartościowymi, które pomogły mi się rozwinąć.



Najpierw o mistrzyni od której wszystko się zaczęło.  Natalia odkryła przede mną tajniki PhotoScape. Ściągnęłam go bardzo szybko na mój ledwie zipiący komputer. Na szczęście  uruchomił się, niestety nie śmiga zbyt szybko. W związku z tym obrobienie zdjęć zajmuje mi znacznie więcej czasu niż wcześniej, ale czego nie robi się dla takich efektów.
Fotoblogia to blog na którym jest tyle darmowej wiedzy, że głowa mała. Dzięki nim zrozumiałam dlaczego nie mogę osiągnąć odpowiedniej głębokości ostrości ( kitowy obiektyw). Mają świetne artykuł dla blogerów kulinarnych. Czekam na jakąś serię la tych, którzy prowadzą blogi kreatywne.
http://fotoblogia.pl


Tło to naprawdę ważna sprawa. Alina ( kurczę czy ona musi się pojawiać w każdym zestawieniu!!) uczy się fotografii na studiach. Dzieli się swoimi umiejętnościami. Ważna dla niej jest estetyka. To ona pokazała mi jakie tło można wybrać i ile rzeczy można wykorzystać jako tło.
http://designyourlife.pl/


Marzę o takim zestawie fotograficznym jakim dysponuję Fashionelka. Zaplanowałam już, że jak tylko przypłynie do mnie jakaś większa gotówka to ją porządnie zainwestuję.  Najpierw komputer, potem obiektyw, statyw i lampa. Chyba powinnam obrabować bank.
http://fashionelka.pl/

wtorek, 27 maja 2014

Listy niekoniecznie miłosne.


Mam wrażenie, że ostatnio wszyscy chcą być zorganizowani niczym Perfekcyjna Pani Domu. Czy jest w tym coś złego? Nie sądzę, ale zastanawiałam się dlaczego tak nam na tym zależy. I chyba wiem. Po prostu w życiu jest nam lepiej, łatwiej. Odnajdujemy stabilizację, rutynę, która daje poczucie bezpieczeństwa.


Ja lubię to robić bo tylko wtedy jestem wystarczająco zmotywowana do działania. Wiem, że zrobię to co zaplanowałam i znajdę czas na relaks. Jak się organizuję? Zaczynam od list. List ratują życie.



Listy celi

Chyba większość z nas marzy. Szkoda, że na marzeniach się kończy. Dlatego tak istotne jest wyznaczanie celi. Podobno warto rozpisać je w czasie. Wcześniej tego nie robiłam. Właśnie próbuje tej metody więc dam Wam znać czy działa. Dzięki zapisaniu celi przybliżamy się do ich zrealizowania.

Listy zadań do wykonania.

Staram się planować swój dzień wcześniej. Zazwyczaj siadam wieczorem dnia poprzedniego i zapisuję najważniejsze zadania. Nie przeznaczam na nie konkretnej ilości czasu, planuję tylko czy zrobię to rano, popołudniu czy wieczorem. Jeżeli mam wyznaczone godziny czuję się sfrustrowana jeśli coś się przesunie. Staram się najtrudniejsze, najmniej wygodne zadania planować na poranek. Wtedy jest większa szansa, że je wykonam, a poza tym będę miała już to z głowy.


Listy zakupów

Hej to jest patent! Kiedyś nienawidziłam list zakupów. Nie wiedziałam na co to komu. Jak idę do sklepu to przecież wiem co mam kupić. A potem w środku tygodnia okazywało, że nie mam co zrobić na obiad, a rano skończyło się mleko do kawy.  Planowanie posiłków   i produktów potrzebnych do ich przygotowania pozwała zaoszczędzić czas i pieniądze.


Listy pomysłów

Moja pamięć zawodzi i to często. Dlatego wszystkie swoje pomysły staram się zapisać. Dziele je na kategorie: pomysły na posty, na posiłki , inspiracje ślubne itd. Choć czasem ma problem, żeby odnaleźć się w tych notatkach przynajmniej mam pewność, że ten pomysł nie przepadł bez wieści. Zastanawiam się jeszcze nad lepszą organizacją tych list. Chyba warto było by je podzielić jeszcze na podkategorie.


piątek, 23 maja 2014

Kreatywne randki. Część I - gry planszowe.



Nie macie czasem wrażenia, że wolne popołudnia ze swoją połówką spędzacie głównie przed telewizorem lub komputerem? Ja czasem tak mam. Ale wiem, że to nie buduje, zaczyna wiać nudą i wkrada się rutyna. Dlatego od dzisiaj w każdy piątek będę Wam podrzucać pomysły na kreatywne randki. Mnie samą zmotywuje to do rozszerzenia horyzontów.

Zaczynam od gier planszowych. Monopoly to standard, znajduję się w większości domów. Nie dość, że będziecie się świetnie bawić to przekonacie się czy umiecie gospodarować pieniędzmi ( tylko nie podchodźcie do tego zbyt poważnie). Ten wybór zapewni Wam kilka godzin rozrywki.




Mali Powstańcy to polska gra, którą uwielbiamy. Wymaga planowania i strategii. Waszym zadaniem jest wykonanie rozkazów czyli  dotarcie do wyznaczonych punktów na mapie. Jest jeszcze wersja zaawansowana.  Choć gra się dosyć szybko, naprawdę wciąga. Polecamy chociaż cena jest zabójcza. Ok. 119 zł.



Scrabble niesamowicie rozwija wasz intelekt. Ale uważajcie bo jeśli wyzwoli w Was rządzę wygranej to może być nieciekawie.  Zaopatrzcie się w laptopa z dostępem do internetu lub Słownik języka polskiego, żebyście w każdej chwili mogli sprawdzić kto ma rację.



Stack'em to hipermarketowa wersji Jengii. Dużo tańsza, a daje tyle samo radości. Gra zręcznościowo- umysłowa ( tak mówi Wikipedia), która polega na wyciąganiu klocków z wieży tak aby ta nie upadła.  Porażka skutkuje wspólnym odbudowywaniem konstrukcji.  Ta gra dla mnie jest  metaforą związku.