Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 lipca 2014

O samotności, która odmieniła moje życie.



Zaraz zabieram się za malinowe babeczki, ale zanim zacznę pieczenie chcę się z Wami podzielić czymś ważnym. Czasami macie wrażenie, że nikogo nie ma dookoła. I chociaż fizycznie otaczają Was ludzie, a nawet całe mnóstwo znajomych, czujecie pustkę. Bo nie dzielicie wspólnych zainteresowań, a wasze rozmowy skupiają się na pogodzie, nowościach w telewizji, egzaminach w sesji czy najświeższych wydarzeniach chociażby sportowych takich jak mundial.
 Właśnie z tego poczucia pustki powstał mój blog. W związku z tym, że studiuję dziennikarstwo, które niewiele ma wspólnego z szycie czasami czułam się zagubiona. Owszem plotkowałam z przyjaciółkami, dużo rozmawiałyśmy o filmach, literaturze czy o muzyce, którą wszystkie uwielbiamy. Jednak czasem oczekuje się, że ktoś zapała do waszej pasji pełnym entuzjazmem. Dla tego kogoś ścieg francuski nie będzie czarną magią  i ten ktoś będzie doskonale rozumiał Wasze problemy z podszewką. I choć mój narzeczony naprawdę słucha mnie z zaciekawieniem, fizycznie nie może mi doradzić w pewnych kwestiach. A widząc poszczególne etapy tworzenia ubrań efekt końcowy nie jest dla niego efektem wow.
Z tych wszystkich powodów zaczęłam blogować. Żeby dzielić się tym co robię i tym co wiem. Żeby pokazać, że owszem szycie to nie jest najprostsza rzecz na  świecie, ale da się przebrnąć przez trudne początki. Żeby inspirować Was to dalszych kroków, które ja tak ociężale stawiałam. Bo chciałam się wyżyć twórczo w szyciu i w pisaniu. I bo chciałam sobie coś udowodnić.
Tak jak Wam już pisałam zawsze uważano, że mam słomiany zapał. Przyzwyczaiłam się do tego i w tej chwili w pełni to akceptuje. Wcześniej tak nie było. Zakładając tego bloga chciałam udowodnić wszystkim dookoła, że potrafię , mogę i chcę. To była moja największa wewnętrzna motywacja. I na początku maja, w dniu pierwszych urodzin Romato, poczułam ukłucie w sercu. Ukłucie dzięki któremu zrozumiałam, że już niczego nie udowadniam, że to co robię, robię bo chce.
Odnalazłam jeszcze jeden wielki plus blogowania. Mój narzeczony pomaga mi w prowadzeniu bloga.  To nas bardzo zbliżyło, a ja upewniłam się, że mamy podobne poczucie estetyki :). To on stoi za wszystkimi graficznymi zmianami, tutaj w tym moim miejscu w sieci.  .Miejscu gdzie czuję się najlepiej na świecie bo jest moje, uszyte na miarę.




piątek, 23 maja 2014

Kreatywne randki. Część I - gry planszowe.



Nie macie czasem wrażenia, że wolne popołudnia ze swoją połówką spędzacie głównie przed telewizorem lub komputerem? Ja czasem tak mam. Ale wiem, że to nie buduje, zaczyna wiać nudą i wkrada się rutyna. Dlatego od dzisiaj w każdy piątek będę Wam podrzucać pomysły na kreatywne randki. Mnie samą zmotywuje to do rozszerzenia horyzontów.

Zaczynam od gier planszowych. Monopoly to standard, znajduję się w większości domów. Nie dość, że będziecie się świetnie bawić to przekonacie się czy umiecie gospodarować pieniędzmi ( tylko nie podchodźcie do tego zbyt poważnie). Ten wybór zapewni Wam kilka godzin rozrywki.




Mali Powstańcy to polska gra, którą uwielbiamy. Wymaga planowania i strategii. Waszym zadaniem jest wykonanie rozkazów czyli  dotarcie do wyznaczonych punktów na mapie. Jest jeszcze wersja zaawansowana.  Choć gra się dosyć szybko, naprawdę wciąga. Polecamy chociaż cena jest zabójcza. Ok. 119 zł.



Scrabble niesamowicie rozwija wasz intelekt. Ale uważajcie bo jeśli wyzwoli w Was rządzę wygranej to może być nieciekawie.  Zaopatrzcie się w laptopa z dostępem do internetu lub Słownik języka polskiego, żebyście w każdej chwili mogli sprawdzić kto ma rację.



Stack'em to hipermarketowa wersji Jengii. Dużo tańsza, a daje tyle samo radości. Gra zręcznościowo- umysłowa ( tak mówi Wikipedia), która polega na wyciąganiu klocków z wieży tak aby ta nie upadła.  Porażka skutkuje wspólnym odbudowywaniem konstrukcji.  Ta gra dla mnie jest  metaforą związku.




czwartek, 22 maja 2014

Ślub w młodym wieku- czyli społeczeństwo zawsze wie lepiej!


Hej, ja naprawdę wiem co robię ! Nie potrzebuję  dobrych, rad , życiowych mądrości i porad babć, cioć czy sąsiadek.  Tak biorę ślub w młodym wieku i nie nie wstydzę się tego! 

Za każdym razem gdy ktoś się dowiaduje, że już za rok będę żoną pyta: Już? Tak szybko?  Jesteś pewna?. Tak jestem pewna. Mam 21 lat, ale to nie znaczy, że moja głowa jest pusta. Umiem brać na siebie odpowiedzialność i przewidywać konsekwencje. To nie takie trudne wbrew pozorom. Ale wiem, że dla niektórych młodych przyznanie się do zaręczyn jest przerażające. Przeczytajcie kilka rad, które naskrobałam razem z narzeczonym.


Grupa nr. 1 - Rodzina

Najtrudniejsza? Niekoniecznie. Pamiętajcie, że to najbliżsi . Oceniają, ale tylko dlatego, że chcą waszego dobra.
1. Nie trzymajcie zaręczyn w tajemnicy i tak prędzej czy później się wyda. A rodzina w żadnym momencie nie będzie na to gotowa. 
2. Jeśli macie możliwość powiedzcie to prosto w twarz, najlepiej wyłącznie w gronie domowników.  Reakcja będzie szczera nie poskromiona jakimiś towarzyskimi niuansami.
3.  Jeśli rodzice nie chcą zaakceptować waszej decyzji przedstawcie im argumenty za i przeciw. Nawet jeżeli to nie poskutkuje dajcie im czas. Nie wierze w to, że nie pogodzą się z waszą decyzja.


Grupa nr.2- Przyjaciele.

Oni chyba znają Was na tyle, że podejrzewali, że coś się kroi.  Są w waszym wieku i obawiacie się reakcji?
1. Odważnie powiedzcie co planujecie. To wasza decyzja, a oni jako przyjaciele powinni to uszanować.
2. Nie obrażajcie się gdy będę żartować z waszego ślubu (oczywiście jeśli żarty są na poziomie), śmiejcie się razem z nimi.  Przecież w gruncie rzeczy to nic smutnego.
3. Zróbcie imprezę z tej okazji przecież jest co świętować.



Grupa nr.3-  współpracownicy, szef.

Z nimi też żyjecie. Towarzyszą Wam przez kilka godzin dziennie, zasługują na to, żeby się dowiedzieć.
1.  Nie musicie ich poinformować w pierwszej kolejności.
2. Jeśli zapytają o pierścionek nie wymyślaj historyjek, powiedz prawdę.
3. Poinformujcie ich przed wysłaniem zawiadomienia. Niech nie będą zaskoczeni.

piątek, 16 maja 2014

Czy studiowanie daleko od domu jest fajne?



Studia mityczny moment kiedy licealiści stają się dojrzali, a życie zamienia się w jedną ciągłą imprezę. Co tam rodzice, dom  czy rodzinne miasto. Wszystko idzie w zapomnienie wraz z pojawieniem się współlokatorów, wolności i alkoholu. Ale stańmy teraz w szranki z realnym życiem. Czy rzeczywiście jest tak fajnie kiedy nie masz do kogo otworzyć ust bo współlokatorka znowu jest na Ciebie obrażona, a koleżanki z roku wróciły na weekend do domu?
 Studiuję 600 kilometrów od swojego miasta. Decyzję podjęłam już w drugiej klasie liceum. Wybrałam Kraków bo jest piękny, nieprzeciętny,a ludzie w tym mieście nie biegają tylko nadal chodzą. Jego urok przemawiał do mnie od zawsze. Zabytki, mnóstwo knajp , wydarzeń  i możliwości. Gdy poznałam mojego narzeczonego wyjazd stanął pod znakiem zapytania. Jednak wiedziałam, że nikt, ani nic nie stanie na drodze do realizacji mojego marzenia.  Pod koniec września byłam już na miejscu. Pierwsze miesiące były fajne. Poznałam świetnych ludzi i razem stworzyliśmy zgraną paczkę.  Studia był ciekawe chociaż w pierwszym semestrze miałam jakieś ogólne przedmioty. A zajmowanie się domem przynosiło mi naprawdę dużo radości. 
Schody zaczęły się w momencie kiedy spędzając weekendy sama nie miałam co ze sobą zrobić. Siedzenie na skype lub telefonie nie przynosiło ulgi. Narzeczony przyjeżdżał tak często jak mógł, ja też próbowałam załatwić sobie jak najwięcej wolnego. I dopiero teraz kiedy jestem na drugim roku, w sumie to go kończę, a narzeczony mieszka ze mną zdałam sobie sprawę, że tęskni się za wszystkim. Nie tylko za narzeczonym, ale za rodziną, za znajomymi z podwórka. Za swoim miastem i za tym, że kiedy potrzebujesz ślusarza to po prostu do niego idziesz i nie potrzebna Ci do tego mapa. Studiowanie na odległość jest fajne dla osób, które nie przywiązują się do miejsca w którym żyją, dla osób, które z rodzicami nie tęsknią. A domowy obiad nie jest dla nich istotny.  Studia zmieniają światopogląd. Ja wiem, że potrzebuje stabilności, ciągłe imprezy mi nie w głowie, a moje największe marzenie to dom, a nie wielkie miasto. I wiem, że jedyną osobą, która może stanąć na drodze do realizacji tego marzenia jestem ja.



środa, 14 maja 2014

Skąd czerpać inspiracje?


Zajęcia na uczelni, zajmowanie się domem i brak chwili wolnego czasu na spotkanie z przyjaciółmi czy wyjście do kina może wyssać z nas całą energię. W takim momencie potrzebujemy jakiegoś kopniaka z zewnątrz, który pozwoli nam dalej działać. Jeśli prowadzicie blogi wiecie dobrze  o tym jak ważna jest inspiracja. Tylko dzięki niej praca nad waszym" dzieckiem" staje się pełna kreatywności, a szczęście bije od Was na kilometr. Ale skąd wciąż czerpać nowe pomysły? Źródeł jest kilka.
Pierwsza strona, która ratuje mi skórę w przypadku braku " weny" ( który tak naprawdę nie istnieje. Świetny artykuł na ten temat możecie znaleźć :http://www.bomabycmrucznie.pl/http://www.pinterest.com.  Nieważne czy szukam inspiracji ślubnych czy nowego DIY. 
Drugą rzecz, którą staram się zrobić to wyjście na spacer.  Oczywiście nie zawsze jest to możliwe z powodu pogody. Raczej rzadko wyściubiam nos za drzwi kiedy jest przeraźliwie zimno lub leje.  Kiedy za oknem świeci słońce uciekam do parku. To właśnie tam wyciszam się, a najlepsze pomysły wpadają mi do głowy. 
Kiedy już nawet to mi nie pomaga sięgam po kolejną broń czyli ulubione kanały na youtubie. Mieszkańcy USA mają nie spożyte pokłady kreatywności.  Mój ulubiony kanał możecie zobaczyć na zdjęciu.


Ostatnią deską ratunku jest telewizja. Czasem na Discovery, TLC lub TVN Style znajdę coś interesującego.   Najważniejszym czynnikiem, który decyduje o tym czy coś mnie zmotywuje jest człowiek za tym stojący. Bezduszne projekt robione komercyjnie są dla mnie bez znaczenia.  Dlatego pomijając wszystkie wymienione wyżej sposoby najchętniej dzwonię do kogoś, piszę email lub po prostu idę się spotkać z przyjaciółmi. 

wtorek, 13 maja 2014

Kilka słów o kolorystyce.


Ostatnio obserwuję bum na analizę kolorystyczną. Jako, że w ramach zajęć miałam kilka godzin wykładów  i trochę praktyki w tym temacie zamierzam Wam dzisiaj zdradzić kilka sekretów .
 Zacznijmy od cen. W zależności  od wielkości miasta ceny wahają się od 300 zł do 600 zł.  To wygórowane kwoty, ale rozważmy za co specjalistki biorą tą kasę. Po pierwsze - poświęcony czas. Analiza kolorystyczna trwa kilka godzin , najczęściej od 3 do 4 .  Ponad to na bieżąco  trzeba uzupełniać zasoby chust lub kartonów. Coraz częściej wykonuje się również paszport kolorystyczny, który w wykonaniu nie jest trudny, ale bardzo pracochłonny.
Metody analizy kolorystycznej to temat na dłuższą opowieść. Trochę przeraziłam się gdy na blogu www.styledigger.com przeczytałam, że ktoś stosuje jeszcze metodę czterech pór roku. Dziewczyny nie dajcie się na to naciągnąć. Metoda sama w sobie nie jest zła, ale jest nieaktualna. Logicznie rzecz biorąc cztery typy nie mogą objąć wszystkich kobiet istniejących na świecie. Przecież mamy kobiety czarnoskóre, żółtoskóre, białoskóre; o włosach rudych, czarnych czy blond. Mogą wystąpić różne kombinacje wszystkich czynników związanych z naszym wyglądem.  W związku z tym powstały nowe typy jest ich aż 12, a w niektórych państwach nawet 16.  Ta najpopularniejsza metoda polega na wizycie u kolorystki, która sadza nas na krześle przed dobrze oświetlonym lustrem. Do twarzy przykłada nam poszczególne kolory. Zaczyna od srebrnego i złotego. Na tej podstawie rokuje czy lepiej nam w ciepłych czy zimnych kolorach. Oczywiście są szczęściary, który pasuje jedno i drugie.  Później najczęściej przykłada chustę białą i czarną, żeby rozróżnić czy dobrze nam w jasnych czy ciemnych kolorach.  Dzięki temu może też stwierdzić na ile możemy korzystać z kontrastów. Przystawiając kolejne chusty kolorystka  wybiera odpowiedni typ, jeden z 12.
1. Wiosna :- czysta, ciepła, jasna.
2. Lato:- przygaszone, jasne, chłodne.
3. Jesień:- ciepła, ciemna, przygaszona.
4. Zima - chłodna, ciemna, czysta.
Po przeprowadzonej analizie otrzymujemy lookbook danego typu.
Druga metoda znacznie mniej popularna to metoda Barbary Meunier. Również polega na przykładaniu kolorów do twarzy jednak zasadniczą różnicą jest to, że do buzi zamiast chust przykładamy karton. Dzięki temu klientka może otrzymać idealną próbkę koloru przez odcięcie kawałka brystolu. Na początku wraz z kolorystką segregujemy barwy, dzielimy je na pasujące, " takie sobie", i te które wcale nam nie pasują.  Następnie w paszport kolorystyczne są wklejane małe kwadraciki każdego koloru. Po analizie tworzymy zestawy kolorystyczne. Tabelka wygląda mniej więcej tak:
Gdzie:
- baza- to kolor, który jest najbliżej skóry np. t-shirt, bluzka.
- dominanta- kolor, który dominuje w górnej części ubióru np. marynarka, sweter.
- dodatki- kolory, które pojawiają się symbolicznie np. korale, apaszka.
 Metoda jest naprawdę pracochłonna, ale moim zdaniem daje lepsze efekty niż metoda 12 typów. Jest bardziej indywidualna.
Ostatnia kwestia to kwalifikacje kolorystki. Na razie w Polsce można skończyć w kilku szkołach kursy analizy kolorystycznej. I owszem kwalifikacje są ważne, ale praktyka jest nie do przecenienia.  Oko wyrabia się tylko w trakcie pracy z klientem.

niedziela, 23 lutego 2014

5 cech klasycznych butów


                Czyli jakie buty kupić, gdy w portfelu jest niewiele pieniędzy? 
1. Kolor- czarny nie jest obowiązkowy. Wszystko zależy od tego co masz w szafie. Najbardziej uniwersalne kolory to brązowy, czarny i beżowy. Ale jeśli masz w garderobie same zielone rzeczy zastanów się czy na pewno potrzebujesz klasycznych butów.
2.Model- nie zbyt wysoki maksymalnie 10 cm. Bez platformy. Proponuje obcas chociaż szpilka też jest dobrym rozwiązaniem. Lepiej z zaokrąglonym noskiem bo szpic lubi wychodzić z mody.
3. Materiał-  i wiem, że właśnie w tym punkcie może być najwięcej kontrowersji.  Zawsze wybieram skórę. Najlepiej dostosowuje się do moich stóp i jest najwygodniejsza.
4. Uniwersalność- gdy trzymasz je w dłoni w sklepie przelicz do ilu potencjalnych stroi będzie Ci pasować. Powyżej 20 jest liczbą świadczącą o uniwersalności buta.
5. Marka- najlepiej sprawdzona. Niekoniecznie droga i renomowana. Już nieraz przekonałam się, że wielkie pieniądze nie gwarantują świetnej jakości.
Jak kupić takie buty nie bankrutując? Udać się do Deichmann'a i wybrać model z kolekcji 5 Avenue. To moja trzecia para i chociaż mam wrażenie, że podbicie jest odrobinę za wysokie wiem, że ułożą się i będą wygodne. Nie zraża mnie czerwona podeszwa. Bo cała sprawa dotycząca Louboutin'a nie robi na mnie wrażenia , a wręcz wydaję się niedorzeczna. 



czwartek, 13 lutego 2014

Czytnik ? Na pewno? Na pewno!




Wiecie jak to jest kiedy biblioteka świeci pustkami bo wszystkie egzemplarze potrzebnej Wam książki zniknęły? Ja znam to uczucie. 
W tamtym roku akademickim musiałam przeczytać mnóstwo lektur. Nie wiedząc co zrobić, żeby się wyrobić i nie marnować czasu na dojazdy do biblioteki w której i tak niewiele było, poradziłam się narzeczonego. I tak o to w moim życiu pojawił się czytnik Boox 60. Od razu powiem, że nie byłam do niego pozytywnie nastawiona. Nienawidzę czytać na komputerze więc obawiałam się, że szybko rzucę go w kąt. A nie uśmiechało mi wyrzucania 500 złotych w błoto. Jak bardzo odmieniło się moje życie od tamtego czasu nie jesteście w stanie sobie wyobrazić. 
Przede wszystkim moja torebka jest lżejsza o jakieś 1,5 kilograma. Zawsze gdy wybierałam się w podróż do domu musiałam mieć chociaż 2 książki, a one sporo ważą. Ponad to  w zależności od tego jaką kupicie kartę pamięci możecie mieć przy sobie od kilkudziesięciu do kilkuset lektur. Bateria wytrzymuje około miesiąca. Ekran nie męczy oczu ponieważ jest w nim użyta technologia papieru elektronicznego. Pojawia się coraz więcej publikacji w formie ebook'ów. Ceny nie zawsze są korzystne w porównaniu do wersji papierowej. Jednak ekologia i duża ilość darmowych ebook'ów zachęca do używania czytników.



piątek, 31 stycznia 2014

Jak Internet wpływa na nasz organizm?



Pod wpływem postów Justyny z Happyholic i Aliny z Designyourlife postanowiłam zgłębić temat Internetu i jego wpływu na nasze codzienne życie. Estetyka cyberkultury to jedne z zajęć jakie miałam w tym semestrze. Na którymś z  wykładów usłyszałam, że częste przebywanie w sieci nie jest dobre dla naszego organizmu. Nie zaskoczył mnie ten fakt. Ale właśnie to zdanie zmusiło mnie do głębszej refleksji.
Czujecie się często zmęczone, a wasz organizm nie może się zregenerować? Warto prześledzić nasze "odpoczywanie". Jeśli częściej korzystacie z Internetu niż sięgacie po książki czy wychodzicie na świeże powietrze odnalazłyście przyczynę niekorzystnego stanu zdrowia. Sieć angażuje dużo większy obszar naszego mózgu niż telewizja czy książki. W związku z tym przeglądając kolejne blogi czy siedząc na Facebooku nie wypoczywamy.  Jakie są jeszcze konsekwencje nierozsądnego używania sieci? 
1. Dekoncentracja.
2.  Możliwość zmniejszenia objętości niektórych obszarów mózgu.
3.Szybsze czytanie, ale niestety mniej uważne.
Nie sądzę, że porzucenie Internetu jest możliwe i potrzebne. Jednak tak jak radzą dziewczyny w swoich postach warto go ograniczyć. To nie takie proste gdy ciągle coś trzeba zrobić. Wydrukować notatki, sprawdzić pocztę, Facebook'a bo może pojawił się nowy, ciekawy post. Zastanawiałam się jak zdefiniować uzależnienie od Interrnetu. I chyba podstawowym wskaźnikiem uzależnienia jest realizacja podstawowych potrzeb. Jeśli o nich zapominamy chyba czas coś zmienić. 


wtorek, 28 stycznia 2014

Cel opracowany!

Pomiędzy nauką o hinduizmie i buddyzmie stworzyłam dla Was infografikę z planem na szafę idealną. Rozpisałam kolejne miesiące i przypasowałam do nich po dwa modele z różnych Burd. Głównie z wydania specjalnego " Szycie krok po kroku".  Jeśli chcecie się dołączyć do projektu idealnej garderoby- zapraszam! Nie musicie korzystać z wykrojów wybranych przeze mnie. Wystarczy, że siądziecie na godzinkę i zaplanujecie realizacje planów. Regularnie będę dzielić się z Wami osiągnięciami. Zobaczymy czy uda mi się wytrwać w moim postanowieniu. To co? Do dzieła!


niedziela, 26 stycznia 2014

Książki warte uwagi! ( Nawet w sesji:P)

Książki to moja miłość od zawsze. Nie mam okresu w którym by mi nie towarzyszyły. W sesji też staram się przeczytać chociaż kilka zdań nawet jeśli jestem padnięta. Jeszcze zanim zaczęłam zmagania z egzaminami przeczytałam "Start-up po polsku". Świetna lektura dla wszystkich, którzy chcą rozpocząć swój biznes niekoniecznie związany z technologią. Przeprowadza przez wszystkie etapy zakładania działalności. "Zrobię to dzisiaj" umila mi wykłady. Mam nadzieję, że jeżeli zastosuje te rady to rzeczywiście coś się zmieni w moim życiu. " Najgorsza w szkole jogi" to nagroda za zaliczone kolokwium z rosyjskiego ( tak sama ją sobie sprawiłam). To właśnie ona towarzyszy mi przed snem.  " Max Factor" udało mi się kupić na stronie wydawnictwa Znak za złotówkę w ramach akcji  "Książka dla każdego za 1 zł". Zamierzam się za nią niedługo zabrać. Trzy kolejne " Coco Chanel",  " Paryski szyk", "Sukces według Teen Vogue" już przeczytałam. Pierwsza z nich plasuje się najwyżej w moim rankingu. Świetnie napisana, a poza tym zawsze lubiłam biografie.  Dwie kolejne poruszają ciekawe, inspirujące tematy. Niestety sposób w jaki zostały przedstawiony nie jest najlepszy. Jak dla mnie trochę infantylny. Warto przeczytać, ale nie kupować. Szczerze zastanawiam się nad cotygodniowym cyklem z recenzjami przeczytanych książek.




sobota, 25 stycznia 2014

Inspirujące linki.

Przedzieram się do Was dziś przez gąszcz notatek. Jest ich coraz więcej, ale jakoś się tym specjalnie nie martwię bo koniec sesji coraz bliżej. Wtorek (4.02) będzie dniem kiedy znów będę mogła wyzwolić z siebie kreatywność po prostu wrócę do świata żywych. W przerwach pomiędzy nauką najczęściej sięgam po komputer. Wiem, że to nie zdrowe bo umysł nie odpoczywa, ale niestety nie umiem odmówić sobie tej przyjemności. Jednak nie jest to czas zmarnowany bo ląduje na stronach i blogach , które bardzo mnie inspirują i motywują . Chciałabym Wam  dzisiaj podrzucić kilka z nich może coś Wam się przyda, albo chociaż spodoba?
Michalpasterski.pl podsuwa inspirujących nastolatków. - Zawsze wiedziałam, że dzieciaki mają wielki potencjał. Jako brzdąc pisałam opowiadania, budowałam z lego i tworzyłam niesamowite historie w kilka sekund. Niestety nie było mi dane stworzyć aplikacji, a nie porzucić szkoły ( choć bardzo się starałam- niestety wtedy nauczanie w domu praktycznie nie było znane w Polsce). Za to na pewno nie przejmowałam się jedzenie, "wciągałam" wszystko co mi smakowało, a najchętniej biegłam z tym na dwór bo szkoda mi było czasu na siedzenie w domu. Nigdy nie wątpiłam w to, że najmłodsi inspirują. Często dużo bardziej niż dorośli.
Designyourlife.pl - Organizer. - Idealny kalendarz to nie lada wyzwanie ja co roku zmagam się z nim i nie potrafię się zdecydować ze względu  na format czy ułożenie stron w środku. Alina z designyourlife.pl podsunęła mi genialny wynalazek. Same zobaczcie jak wygląda. Jak wiemy styczeń jest ciężki miesiące pod względem finansowym więc wszystko wydrukowałam na swojej drukarce, a za zbindowanie zapłaciłam zawrotną sumę - 2,60 zł.
Zyciejestpiekne.eu o wczesnym wstawaniu.- Oj chyba muszę zmienić trochę swoje poranki. Od kilku dni mam problem ze wstaniem z łóżka.  Jeśli nie mam zobowiązań poza domem to nie ma opcji na wstanie razem z budzikiem. Co najmniej 3 razy zmieniam godzinę pobudki. 
Catherinetheowner.pl - DIY Business.- z wielką przyjemnością biorę udział w tym cyklu niestety ostatnio trochę sobie odpuściłam ze względu na święta i studia. Jednak w ferie zamierzam  dokładnie przestudiować każdy post i zaplanować własną firmę.
Catherinetheowner.pl/-Bądź bohaterem i uratuj zmarnowany dzień.- w sesji jest ich bardzo mało, ale  w semestrze mogłabym naliczyć całkiem sporo zmarnowanych dni . Chyba czas najwyższy regularnie je planować, a nie zabierać się za to tylko wtedy gdy wszystko wali nam się na głowę.
Zobaczcie co się dzieje w Krakowie. Chciałam zrobić zdjęcie przez otwarte okno "niestety" zaatakował mnie śnieg.

środa, 22 stycznia 2014

Cel- idealna garderoba.

Na pewno na każdym blogu "modowym" słyszałyście już o idealnej szafie. Fakt faktem brzmi to jak mit , jak książę na białym koniu albo jak jednorożec, a w ostateczności koniec tęczy i garnuszek ze złotem. Nikt nigdy nie dał na nią gotowego przepisu z jednego banalnego powodu- każdy ma inny gust. I choć mogłoby się wydawać, że człowiek w wieku 20 lat  dobrze wie jaki ma styl i co lubi nosić w moim wypadku wcale tak nie jest. Podobno idealna garderoba niweluje problem odwiecznego " Nie mam się w co ubrać!". Jeśli tak jest to odnalazłam rozwiązanie swoich problemów. Nowe wydanie specjalne burdy zainspirowało mnie do tego, żeby taką szafę zaplanować i zrealizować. Wybiorę wykroje z tego wydania jak i z kilku innych i powoli będę dążyć do zmiany legend w rzeczywistość. Wybiorę proste, ale klasyczne wykroje. Na razie postanowiłam, że miesięcznie będę szyła dwa elementy. Niestety zacznę dopiero w lutym. Wybrałam już pierwszy model. To spódnica z numeru 09/2012 model 116 B. W najbliższym czasie mam zamiar rozplanować swój projekt na kilka najbliższych miesięcy.
zdjęcie pochodzi ze strony: www.burda.pl

niedziela, 19 stycznia 2014

Jak przeżyć SESJĘ?

Nieodwracalnie nadchodzi czas egzaminów i zaliczeń.W związku z sesją nie mam czasu na szycie i życie. Dlatego tylko taki post mogę Wam dzisiaj zaproponować. Każdy ma swoje sposoby na organizację w tym trudny czasie. Ja chciałabym się z Wami podzielić moimi rozwiązaniami.  Za nim jednak do tego przejdziemy muszę Wam się przyznać, że znalazłam w sieci genialny blog, który nie ułatwia mi nauki http://designyourlife.pl.  Nieszczęsny Internet pozbawia nas dobrych wyników.
1. Planowanie- rozpisanie wszystkich egzaminów, zaliczeń i kolokwiów to podstawa. Nie trudno pogubić się w gąszczu dat. Ja w poprzedniej sesji zimowej pomyliłam godzinę jednego z egzaminów i od tamtej pory wszystko skrupulatnie notuję. Warto rozpisać sobie również dni i godziny w których się uczymy. Zawsze jest to większa motywacja do pracy.
2. Zdrowe przekąski- warto się w nie zaopatrzyć przed rozpoczęciem nauki. Dobrze wiemy, że każda wymówka jest dobra żeby ją przerwać nie inaczej jest z wyjściem do kuchni. Wystarczy, że któryś z domowników tam będzie i nas zagada. 

3. Wspomaganie- nie każdy tego potrzebuje. Ja jestem jedną z tych osób, która sięga po suplementy diety rzadko. Jednak czas sesji zmusza mnie do tego. Nie wiem czy działają substancje w nich zawarte czy to efekt placebo ważne, że łatwiej jest mi się po nich skupić.
4.Kubek termiczny- najczęściej mi się przydaje poza domem. Jednak gdy temperatura spada, a ja nie mam czasu biegać i co chwilę robić nowej herbaty kubek ratuje mi życie.


5. Własne notatki- zbawienne. Wiele zapamiętuje gdy je robię. Nie mam problemów z rozczytaniem się i zawsze wiem gdzie co jest.
6. http://coffitivity.com - Gdy nie mogę się skupić i nic mi się nie klei, a myśli biegają wokół bloga lub szycia odgłosy kawiarni uspokajają mnie i wprowadzają w odpowiedni nastrój.

wtorek, 14 stycznia 2014

Zwiedzamy od kuchni - biuro, pracownie.

Studenci często zmieniają mieszkania. Praktycznie co roku więc raczej nie dostosowują ich do swoich potrzeb. Ja jednak nie czuję się dobrze w mieszkaniu, które nie jest "spersonalizowane". Dzięki temu jest przytulne, a moja tęsknota za domem nie jest tak duża. Dzisiaj chce Wam pokazać ważny kąt, który udało nam się  wygospodarować w sypialni. To biuro, a raczej miejsce do nauki, które po godzinach zamienia się w skromną pracownie. Biurko jest małe więc często przesiadam się do stołu kuchennego, ale lubię tam tworzyć biżuterię. Szyć też mi się zdarza. Do mojego biurka dołączy jeszcze jedno- z komputerem narzeczonego. Choć wiem, że połączenie sypialni z biurem nie jest najlepszym rozwiązaniem niestety takie są nasze obecne możliwości. Białą półeczkę, którą możecie zobaczyć zrobił mój miły. Podpatrzyłam ją na allegro, a że cena była wysoka nie skusiłam się. Otrzymałam ją na zeszłoroczne Walentynki. I jest cenniejsza niż ta którą mogłabym kupić.









P.S. Zdjęcia nie są najlepsze. To dlatego, że robiłam je sama. Następnym razem będą lepsze. Obiecuję!

wtorek, 31 grudnia 2013

Ulubieńcy ułatwiający życie 2013

Mam nadzieję , że znajdziecie czas na przeczytanie tego posta pomiędzy przygotowaniami do tej niesamowitej nocy. Chciałabym przedstawić Wam moich ulubieńców "technicznych" tego roku. Statystycznie każdy ułatwia mi życie chociaż raz dziennie. Dlatego polecam Wam je z całego serca bo upraszczanie swojej codzienności nie jest niczym złym.A ile czasu można dzięki temu zaoszczędzić!

1. Kalendarz- przede wszystkim dzięki niemu moja głowa jest lżejsza. Kiedy czuję, że mój mózg zaraz wybuchnie to pierwsza rzecz po którą sięgam. Spisuję myśli, planuję i od razu czuję się lepiej. Czasem to lepsze na ból głowy niż lek przeciwbólowy.
2. Netbook Toshiba - mój wybawca. Lekki, z długo trzymającą baterią sprawdza się podczas podróżowania. Nawet gdy wracam do domu ( 9 godzin jazdy) daje radę. Polecam również wszystkim dla których ważna jest jakość dźwięku- wbudowane głośniki są naprawdę niesamowite. 


3. Telefon z Androidem- kiedy go wybierałam nie wiedziałam co mnie czeka. Nie zdawałam sobie sprawy z ilu aplikacji będę mogła wybierać i jak one wpłyną na moje życie. Obecnym hitem jest Endomondo, który jest niezbędne dla mnie jako początkującej biegaczki oraz Mój Kalendarzyk dzięki, któremu nic mnie nie zaskoczy. MobileMPK ratuje mnie gdy kończy się mój pakiet internetu.
4. Zegarek- otrzymałam go w prezencie na 20 urodziny. I chociaż większość tych, którzy nie mają czasomierzy twierdzą, że przecież telefony zastępują je idealnie ja się z tym nie zgadzam. Gdy temperatura jest niska nie mam ochoty szukać telefonu w torebce, a na egzaminach nie lubię tego robić bo stres i tak jest wystarczający. 


5. Okulary- choć moja wada jest niewielka polecono mi je zrobić ze względu na kierunek studiów. Duża ilość czasu spędzana przed monitorem i przeczytanych książek wpływa na mój wzrok nie najlepiej.
6. Słuchawki douszne- ze względu na specyficzną budowę uchę te słuchawki i słuchawki nauszne są jedynymi , które mogę używać. Wszystkie tanie wersje niestety odpadają. W zimie gdy noszę czapkę wolę używać tych ponieważ lepiej słyszę dźwięk. Są też wygodniejsze gdy uprawiam sport.


7. Hit roku - torba Wittchen- kupiona w Lidlu. Duża, pojemna, świetnej jakości. Przed zakupem sprawdzałam ceny regularne podobnych modeli w sklepie firmowy- to prawie 600 złotych. Moja mama dorwała ją dla mnie w Lidlu za 250 złotych można powiedzieć, że zrobiłam interes roku. Elegancka i pasująca do wszystkiego świetnie sprawdza się w podróży i na uczelni.

8. Aparat Nikon D5100- czyli główne narzędzie pracy przy tworzeniu postów. Dostałam go na 18 urodziny z 2 letni opóźnieniem. Nie znam jeszcze wszystkich jego możliwości, ale fotografia to nie moja najmocniejsza strona. Mój narzeczony jest dużo lepszy w roli fotografa niż ja. W każdym razie całym sercem mogę polecić go wszystkim, którzy mogą i chcą sobie zafundować pierwszą "lustrzankę".
Na ten Nowy Rok chcę Wam życzyć miłości, zdrowia uśmiechu i spełnienia marzeń!

środa, 4 grudnia 2013

5 kroków do wymarzonych praktyk.

Każdego studenta czekają praktyki. Niestety często kończą się one podawaniem kawy i sprzątaniem po etatowych pracownikach. Jak to zmienić? Zacząć załatwiać je w naszych wymarzonych miejscach.  Nie jest to gwarantem zdobycia doświadczenia, ale pierwszym krokiem do poważnego potraktowania.
1. Odnajdź źródło.
Każda firma, wydawnictwo, gazeta, przedsiębiorstwo ma swojego prezesa. Przeszukaj strony internetowe, foldery, magazyny, lub zacznij networking. Bezpośredni kontakt to podstawa. Jeżeli napiszesz do biura obsługi klienta lub czegoś w tym guście znikniesz w tłumie innych wiadomości.
2. Wytłumacz dlaczego.
Nie musisz być najbardziej kreatywną osobą na świecie, naprawdę. Obiecuję, że jeżeli napiszesz z serca poruszysz osobę, która siedzi po drugiej stronie ekranu. Przecież ona też kiedyś zaczynała.
3. Uzbrój się w cierpliwość.
Prezesi często są zapracowani więc nie oczekuj, że odpiszą po 15 minutach. Myślę, że 2-3 dni to średni czas reakcji. Nie załamuj się jeśli nie dostałaś/eś odpowiedź. Możliwe, że w natłoku zajęć komuś wypadało to z głowy. Spróbuj jeszcze raz (ale tylko raz, nie więcej bo wyjdziesz na zdesperowaną/nego, a to nie jest dobrze postrzegane).
4.Zaprezentuj siebie.
Często w odpowiedzi otrzymasz prośbę o przedstawienie swojej osoby. Nie pisz wszystkiego co Ci przyjdzie do głowy. Zastanów się nad każdą informacją. Czy jest warta zamieszczenia? Czy wnosi coś do Twojej sylwetki? Nie wysyłaj od razu. Napisz, poczekaj godzinę i przeczytaj jeszcze raz. Dopiero teraz wyślij.
5. Ciesz się!
Bardzo często firmy odpowiadają na takie prośby pozytywnie . Uważają, że mogą wykorzystać darmowy potencjał studenta. Dla Ciebie nie jest to przegrana sytuacja, zyskasz coś czego nie kupisz za żadne pieniądze- doświadczenie. Więc ciesz się i bądź wdzięczna (ale bez przesady).


Ja już załatwiłam sobie praktyki ( w "Pierwszym Milionie") więc myślę, że Wam też nic nie stoi na przeszkodzie.
P.S. Pracuję nad prototypem pierwszego produktu! 


piątek, 22 listopada 2013

"Polka Potrafi" Oj potrafi!

Facebook to pożeracz czasu.  Kojarzymy go raczej negatywnie, ale wszyscy z niego korzystamy. A ja jestem mu wdzięczna. Nie bardzo pamiętam jak profil  "Polka potrafi" pojawił się na mojej tablicy. Ale od razu wiedziałam, że kliknę " Lubię to" ( a nie klikam go jak leci).  Magda Bębenek zrobiła coś niesamowitego. Żeby "spłacić dług" napisała książkę. Ale niezwyczajną i nie dla pieniędzy, głównie dla własnej satysfakcji.
Zebrała w niej 13 historii Polek, które spełniają swoje marzenia. A promuję ją m.in. spotkania autorskimi. Wczoraj w Krakowie odbyło się kolejne z nich. Jestem pod ogromny wrażeniem energii i odwagi autorki. To co przekazuje mocno rezonuje w człowieku. Do tego stopnia, że ja miała problem z zaśnięciem. A gdy wstałam wiedziałam, że muszę coś zmienić. Dlatego jak już pewnie zauważyliście połączyłam dwa blogi ten o biznesie i szyciu. Bo właśnie z tym chce związać moje życie. Wysłał mnóstwo cv, żeby zdobyć pracę dzięki której będę mogła dalej się szkolić. Napisałam do dużego i znanego magazynu z prośba o odbycie praktyk. A zaraz zabieram się do szycia pierwszego "zlecenia" na spódnicę, którą już widzieliście.
Książka" Polka potrafi" jest niesamowita. Trochę bałam się ją czytać bo przecież jeżeli w naszej wyobraźni wykreujemy pewne oczekiwania to nie chcemy się rozczarować. Ale moja cierpliwość niewytrzymała- czytam od wczoraj, jest już w połowie i boję się, że zaraz się skończy. Mam nadzieję na kolejne edycje. A Was szczerze zapraszam do zapoznania się z tą lekturą. Warto, a kupując książkę Magdy pomagać jej realizować własne marzenia. Dzięki temu pojedzie na seminaria samorozwojowe do Stanów.
P.S. Może wyląduje w którejś edycji? :P



piątek, 8 listopada 2013

Organizacji ciąg dalszy

Kalendarze nigdy nie miały u mnie łatwo. Zazwyczaj po miesiącu wytężonego użytkowania lądowały głęboko w szufladzie. Jednak ten rok akademicki jest nacechowany dużą ilością zajęć. Wciąż gdzieś biegam, coś piszę czy załatwiam. Muszę być zorganizowana bo inaczej zginę. Na pewno macie czasem uczucie przepełnionej myślami głowy? Mi wtedy najbardziej pomaga zapisanie wszystkiego. Pomimo tego, że przecież te sprawy i tak trzeba załatwić , a problemy rozwiązać jakoś lżej jest człowiekowi na duszy.
Nigdy nie inwestuje w kalendarze majątku. Jasne podobają mi się w skórzanej oprawie najlepiej z wymiennym wkładem, ale wiem, że w moim przypadku nie zdadzą egzaminu. Po pierwsze szybko się nudzę, a rok to i tak długo. A poza tym jestem dość roztrzepana więc tylko patrzeć jak któraś z moich ulubionych herbat na nim wyląduje. Niestety lubię aplikacji. Jestem staroświecka i chociaż wielu z nich używam, żeby ułatwić sobie życie te organizacyjne odpadają.
W kalendarzu bądź co bądź z Biedronki stosuje metody tygodniowej rozpiski. Zapisuje wszystkie zajęcia łącznie z tymi na Uniwersytecie, zakupami  czy prasowaniem. Później po kolei oznaczam odpowiednim kolorem. Żyje z tym organizerem ponad 3 miesiące i to chyba najdłuższy żywot kalendarza w moim domu i torebce.Zrobiłam dla Was kilka zdjęć żebyś mogli zobaczyć o czym mówię. Nie ma zbyt wielu zbliżeń jego wnętrza bo bardzo nie lubię swojego pisma.



P.S. Już jutro relacja z "Mam start-up w branży mody".