wtorek, 13 maja 2014

Kilka słów o kolorystyce.


Ostatnio obserwuję bum na analizę kolorystyczną. Jako, że w ramach zajęć miałam kilka godzin wykładów  i trochę praktyki w tym temacie zamierzam Wam dzisiaj zdradzić kilka sekretów .
 Zacznijmy od cen. W zależności  od wielkości miasta ceny wahają się od 300 zł do 600 zł.  To wygórowane kwoty, ale rozważmy za co specjalistki biorą tą kasę. Po pierwsze - poświęcony czas. Analiza kolorystyczna trwa kilka godzin , najczęściej od 3 do 4 .  Ponad to na bieżąco  trzeba uzupełniać zasoby chust lub kartonów. Coraz częściej wykonuje się również paszport kolorystyczny, który w wykonaniu nie jest trudny, ale bardzo pracochłonny.
Metody analizy kolorystycznej to temat na dłuższą opowieść. Trochę przeraziłam się gdy na blogu www.styledigger.com przeczytałam, że ktoś stosuje jeszcze metodę czterech pór roku. Dziewczyny nie dajcie się na to naciągnąć. Metoda sama w sobie nie jest zła, ale jest nieaktualna. Logicznie rzecz biorąc cztery typy nie mogą objąć wszystkich kobiet istniejących na świecie. Przecież mamy kobiety czarnoskóre, żółtoskóre, białoskóre; o włosach rudych, czarnych czy blond. Mogą wystąpić różne kombinacje wszystkich czynników związanych z naszym wyglądem.  W związku z tym powstały nowe typy jest ich aż 12, a w niektórych państwach nawet 16.  Ta najpopularniejsza metoda polega na wizycie u kolorystki, która sadza nas na krześle przed dobrze oświetlonym lustrem. Do twarzy przykłada nam poszczególne kolory. Zaczyna od srebrnego i złotego. Na tej podstawie rokuje czy lepiej nam w ciepłych czy zimnych kolorach. Oczywiście są szczęściary, który pasuje jedno i drugie.  Później najczęściej przykłada chustę białą i czarną, żeby rozróżnić czy dobrze nam w jasnych czy ciemnych kolorach.  Dzięki temu może też stwierdzić na ile możemy korzystać z kontrastów. Przystawiając kolejne chusty kolorystka  wybiera odpowiedni typ, jeden z 12.
1. Wiosna :- czysta, ciepła, jasna.
2. Lato:- przygaszone, jasne, chłodne.
3. Jesień:- ciepła, ciemna, przygaszona.
4. Zima - chłodna, ciemna, czysta.
Po przeprowadzonej analizie otrzymujemy lookbook danego typu.
Druga metoda znacznie mniej popularna to metoda Barbary Meunier. Również polega na przykładaniu kolorów do twarzy jednak zasadniczą różnicą jest to, że do buzi zamiast chust przykładamy karton. Dzięki temu klientka może otrzymać idealną próbkę koloru przez odcięcie kawałka brystolu. Na początku wraz z kolorystką segregujemy barwy, dzielimy je na pasujące, " takie sobie", i te które wcale nam nie pasują.  Następnie w paszport kolorystyczne są wklejane małe kwadraciki każdego koloru. Po analizie tworzymy zestawy kolorystyczne. Tabelka wygląda mniej więcej tak:
Gdzie:
- baza- to kolor, który jest najbliżej skóry np. t-shirt, bluzka.
- dominanta- kolor, który dominuje w górnej części ubióru np. marynarka, sweter.
- dodatki- kolory, które pojawiają się symbolicznie np. korale, apaszka.
 Metoda jest naprawdę pracochłonna, ale moim zdaniem daje lepsze efekty niż metoda 12 typów. Jest bardziej indywidualna.
Ostatnia kwestia to kwalifikacje kolorystki. Na razie w Polsce można skończyć w kilku szkołach kursy analizy kolorystycznej. I owszem kwalifikacje są ważne, ale praktyka jest nie do przecenienia.  Oko wyrabia się tylko w trakcie pracy z klientem.

sobota, 10 maja 2014

Sobotnie DIY - planer blogera




Będziecie potrzebować:
  • segregator A5 najlepiej z nieatrakcyjną okładką
  • kawałek materiału 50 cm x 50 cm
  • zszywacz i zszywki
  • wstążka ok. 130 cm
  • igła i nitka
  • papier dla małej poligrafii ( lub inny sztywny papier) , kartki A4, dziurkacz
  • nożyczki, kredki akwarelowe, ołówek , linijka
  • kubek z wodą i pędzelek


Zaczynam od obicia naszego segregatora . Materiał układamy na okładce uwzględniając zapas. Zszywam co kilka centymetrów.  Ważne, żeby zszywki był w takiej samej odległości od końca segregatora. Możecie sobie w tym celu wyrysować linię na materiale. 


Zszywki na zewnętrznej okładce dociskamy. Przyszywamy wstążeczkę, aby je zakryć. Wymaga to dużej cierpliwości. Warto wykorzystać ścieg kryty.


Sztywną kartkę dzielimy na dwie równe części. Dorysowujemy element przekładki. Jego szerokość to     
1 cm, a długość 4 cm.  


Rozcinamy je i odcinamy zbędny, wystający centymetr papieru. Wykonujemy 4 przekładki. W każdej z nich wykonujemy w tym samym miejscu dziurki.


Wyznaczamy sobie linie, aby nasz napis był równy. Jeżeli chcecie możecie wykorzystać inne kredki lub cienkopisy. Ja w następnej wersji na pewno przygotuje je na komputerze.


Dla łatwego rozróżnienia użyłam kontrastowych kolorów. Napisy wykończyłam pędzelkiem z wodą.  Bardzo lubię efekt kredek akwarelowych. Niestety zdjęcia nie oddają ich uroku. Kartki papieru A4 dzielimy na pół i wykonujemy w nich dziurki. Teraz wystarczy wszytko spiąć razem i planer gotowy.









czwartek, 8 maja 2014

Jak Rossmann zrobił ze mnie bankruta.



Przesadziłam z tytułem. Stanowczo. W Rossmannie kupiłam tylko dwie z tych rzeczy, ale jak wiadomo dramatyczny tytuł to podstawa :) Na razie przekazuje Wam swoje pierwsze odczucia. Ciekawe, które z tych produktów zagoszczą w moich ulubieńcach na stałe.
1.  Astor Skinmatch Blush 001 Rosy Pink-  po analizie kolorystycznej doszłam do wniosku, że zmienię kolor różu. Wybrała zimny odcień. Sprawdza się dobrze chociaż nie jest mocno napigmentowany. Zawiera drobinki, które delikatnie  rozświetlają. W zestawie jest lusterko i nie najlepszy pędzel. Trzy kolory dają pozorną możliwość wyboru.
2.  Golden Rose Velvet matte lipstick 03, 18 - świetne  pomadki o niebiańskich kolorach.  Piękne, matowe wykończenie.  Średnio trwałe na moich ustach. Cena zachęcająca tylko 10,90 od sztuki.
3. Eveline ExtraSoftbio SOS Cherry- potrzebowałam czegoś na spierzchnięte usta. Przynosi ulgę natychmiastową. Nie zauważyłam poprawy, ale to najprawdopodobniej ze względu na brak systematyczności. Plusy to zapach i SPF 20.
4. Revlon Colorstay 24h 180 Sand Beige- naklejka Kosmetyk Wszech czasów Wizaz.pl zobowiązuje. I rzeczywiście jestem mile zaskoczona. Daje dobre krycie, które utrzymuje się naprawdę długo.  Ładnie ujednolica koloryt skóry. Oczywiście opakowanie do poprawki.
5. Max factor Mastertouch Under-eye Concealer Fair 306 - plus za aplikator. Mały wybór kolorów, ale dobre krycie w porównaniu z innymi korektorami, które miałam okazję testować.
6.Eveline Big Volume Lash Professional Mascara-  a to mój ulubieniec od kilku miesięcy.  Konkretne wydłużenie i rozdzielenie. Niestety dość szybko się zbryla, ale i tak jest warta zakupu. Kosztuje tylko 18 złoty.

wtorek, 6 maja 2014

Rocznica



04.05.2013 r. na tym blogu pojawił się pierwszy post. Rok minął szybko.  Ten blog to pierwszy który przetrwał próbę czasu. Owszem nie jestem do końca zadowolona z częstotliwości blogowania. Ale wszystko idzie ku lepszemu. Chciałabym, żeby Romato rozwijało się jeszcze szybciej, ale na wszystko przyjdzie czas. Mam nadzieje, że blog stanie się moją wieloletnią pasją i kiedyś źródłem dochodów. 

środa, 30 kwietnia 2014

Rysunek żurnalowy- czy jest potrzebny?


Rysunek żurnalowy odchodzi do lamusa. Coraz rzadziej  się nim posługujemy opierając się na szybkich wykrojach z gazet. Czy jest on potrzebny gdy szyjemy? Lub co ważniejsze czy jest on nam potrzebny gdy chcemy projektować? 
Pytanie numer 1 i tak i nie.  Bo jeżeli rzeczywiście zamierzamy opierać się na Burdach, Annach Szyje itd. ( a to naprawdę nie jest nic złego) to nie przyda Wam się on szczególnie.  Jednak jeśli chcemy szyć "coś z głowy" to warto nauczyć się chociaż szkicować. Przelewanie swoich pomysłów na papier ułatwia planowanie. Stworzenie wykroju też jest prostsze.
Pytanie numer 2 raczej tak. Nieważne jest czy zamierzacie projektować dla sieciówki czy dla indywidualnego klienta zawsze powinno pokazać się wstępny projekt. A go jakoś musicie wykonać. W dzisiejszym poście chciałabym trochę odczarować motyw trudnego rysunku żurnalowego.




Na razie nie rysuję najlepiej. Te zajęcia mam jeszcze przede sobą.  Ale chciałam Wam udowodnić, że to nie jest takie trudne. To co widzicie na powyższych zdjęciach powstało po przekartkowaniu książki "Figure drawing for fashion desing".  Znajdziecie w niej konkretne elementy garderoby i sylwetki głównie kobiece.  Warto się za nią rozejrzeć jeśli nie macie w planach kursu rysunku żurnalowego. Jeżeli będziecie ćwiczyć na pewno będziecie zadowoleni z efektów.

Źródło: amazon.com

piątek, 18 kwietnia 2014

Świątecznie!



Święta zbliżają się wielkimi krokami, a ja zamiast pomóc w przygotowaniach realizowałam zamówienia. Sukienka z ostatniego posta stała się popularna.  Z tego powodu na prośbę uszyłam dwie kolejne.


 Zawsze uważałam, że odzież trzeba szanować. Dlatego zdecydowałam się na porządne opakowanie, które  zmniejszy ilość zagnieceń i zapadnie w pamięć.  Jednak znalezienie kartonów odpowiedniego rozmiaru w sklepie stacjonarnym to nie jest  najprostsze zadanie. Skończyło się na tym, że kupione w Castoramie pudła docinałam do potrzebnego rozmiaru.


Z okazji zbliżających się świąt życzę Wam wspólnego, rodzinnego i spokojnego świętowania. Żebyście zawsze wiedzieli co w życiu jest ważne.  I że nie chodzi o to, żeby potrawy były idealne,a mieszkanie lśniąco czyste tylko o to żebyście się uśmiechali i odpoczęli we wspólnym gronie.



piątek, 4 kwietnia 2014

Jak wybrać kurs szycia?


Miejsc w których można nauczyć się szyć jest coraz więcej.  Wydaję mi się, że po emisji programu „Project Runway” popyt na tego typu instytucje wzrośnie. Jak spośród gąszcza szkół, kawiarni i warsztatów wybrać te właściwe.
Podstawą jest sprawdzenie opinii. Niekoniecznie w Internecie. Warto znaleźć kogoś kto przeszedł kurs w danym miejscu. Jeśli nikt z naszych znajomych nie ma podobnych zainteresowań można wykorzystać portale społecznościowe. Często właśnie tam uczestnicy wyrażają swoje zdanie na temat prowadzących,  maszyn wykorzystywanych w czasie zajęć lub ilości osób w grupie.
Drugą ważną kwestią w jest rozpoznanie własnych potrzeb. To Wy najlepiej wiecie kiedy macie wolną chwilę. Kiedy możecie szyć. Warto zastanowić się nad tym czy wolimy spędzić w szkole 6 godzin czy tylko 2,5.  Do wyboru jest kilka trybów.  Weekendowy, dzienny i wieczorowy. Każdy z nich ma wady i zalety.





  • Kurs weekendowy ( 6-8 godzin)-przede wszystkim w ciągu jednego dnia jesteśmy w stanie uszyć konkretną, prostą rzecz. Satysfakcja gwarantowana. Poza tym regularna nauka zazwyczaj przynosi lepsze rezultaty. Dlatego warto zainteresować się jak często są zjazdy, nie każda szkoła oferuje spotkania cotygodniowe.


  • Kurs dzienny- świetny dla osób, które mają wolny tydzień. Tak jak w przypadku trybu weekendowego regularność jest jego zaletą. W ciągu 5 dni jesteście w stanie opanować podstawowe techniki krawieckie. Możecie też uszyć około 3 rzeczy.


  • Kurs wieczorowy ( codziennie- 3 godziny, raz w tygodniu- 3 godziny)- Alternatywa dla osób cierpiących na permanentny brak czasu. Spotkania codzienne są fajne, ale często prowadzą do frustracji w przypadku osób, które chcą szybko zauważyć rezultaty , a mogą je zaobserwować dopiero po 3 dniach. Cotygodniowe spotkania raczej odradzam . Nie zapewniają one ciągłości nauki poza tym oczekiwanie tygodniami na gotową część garderoby nie buduje.


  • Kolejnym ważny aspektem przy wyborze  miejsca w którym planujemy rozpocząć naukę szycia jest sprawdzenie sprzętu na którym będziecie pracować. Nie muszą to być koniecznie najnowsze maszyny. Stare Łuczniki i Singery też są w porządku jeśli się o nie solidnie dba.
    Kompetencje  prowadzących są istotne. Z własnych obserwacji mogę ich podzielić na dwie szkoły. Starszą i młodszą ( nie mówię o wieku prowadzących). Owa starsza grupa – to zazwyczaj doświadczone krawcowe( choć niekoniecznie) , które „czepiają” się szczegółów. To ważne jeśli zależy nam  mocnych podstawach.  Młodsza  ma luźniejsze podejście do tematu, ale  gwarantuje  bezstresową  atmosferę na zajęciach.


    Do rozważenie pozostały nam dwie kwestie. Ilość osób w grupie. Im mniej tym lepiej. Według mnie maksymalna liczba nie powinna przekraczać 6 osób na jednego wykładowcę.  Naprawdę nie mam pojęcia jak uczy się młodzież w technikach odzieżowych w klasach 30 osobowych. Za pewne dzielą ich na grupy.  Ilość osób jest o tyle ważna, że zwłaszcza na początku będziecie mieli dużo pytań i siłą rzeczy będziecie wymagać sporej dawki uwagi.

    Ostatnia kwestia to certyfikat lub świadectwo. Nie dla każdego istotne. Jeśli zależy nam na szyciu rekreacyjnym, dla siebie czy dla rodziny to rzeczywiście ten punkt można pominąć.  Jednak warto się zastanowić nad szkołą, która oferuje dokumentację. Nasze  plany zawsze mogą się zmienić , a to może być kolejny plus w naszym CV.
    Artykuł napisany dla portalu: http://jakuszyc.pl/jak-wybrac-warsztaty-szycia/ .