poniedziałek, 19 maja 2014

Spóźnione sobotnie DIY- jak wykonać obrazek z napisem na ścianę?


Spóźnione ze względu na brak drukarki :)
Potrzebujecie:
  • antyramę 30x40cm
  • czarną farbę plakatową
  • wydrukowany wybrany napis  ( rozmiar czcionki 130)
  • małe nożyczki
  • taśmę malarską
  • pędzel
  • kubeczek z wodą
  • linijkę
  • kartkę papieru o wymiarach 30x40cm


Na początku z wydrukowanego napisu tworzymy szablon. Aby to zrobić wycinamy środek naszych liter. Przy literach o, e ,b,d czy g musicie pamiętać o zostawieniu brzuszków. Możecie zobaczyć o co mi chodzi poniżej. Przygotowujemy kartkę 30x40cm. 



Wymierzając przyklejamy taśmą malarską szablon na samym środku kartki. 



Stemplując pędzlem zamoczonym w farbie odbijamy poszczególne litery.  Po około 10 minutach możemy odkleić szablon.



Teraz należy mały pędzelkiem wypełnić białe szczeliny. A gotowy napis włożyć do antyramy.


Efekt końcowy. 


piątek, 16 maja 2014

Czy studiowanie daleko od domu jest fajne?



Studia mityczny moment kiedy licealiści stają się dojrzali, a życie zamienia się w jedną ciągłą imprezę. Co tam rodzice, dom  czy rodzinne miasto. Wszystko idzie w zapomnienie wraz z pojawieniem się współlokatorów, wolności i alkoholu. Ale stańmy teraz w szranki z realnym życiem. Czy rzeczywiście jest tak fajnie kiedy nie masz do kogo otworzyć ust bo współlokatorka znowu jest na Ciebie obrażona, a koleżanki z roku wróciły na weekend do domu?
 Studiuję 600 kilometrów od swojego miasta. Decyzję podjęłam już w drugiej klasie liceum. Wybrałam Kraków bo jest piękny, nieprzeciętny,a ludzie w tym mieście nie biegają tylko nadal chodzą. Jego urok przemawiał do mnie od zawsze. Zabytki, mnóstwo knajp , wydarzeń  i możliwości. Gdy poznałam mojego narzeczonego wyjazd stanął pod znakiem zapytania. Jednak wiedziałam, że nikt, ani nic nie stanie na drodze do realizacji mojego marzenia.  Pod koniec września byłam już na miejscu. Pierwsze miesiące były fajne. Poznałam świetnych ludzi i razem stworzyliśmy zgraną paczkę.  Studia był ciekawe chociaż w pierwszym semestrze miałam jakieś ogólne przedmioty. A zajmowanie się domem przynosiło mi naprawdę dużo radości. 
Schody zaczęły się w momencie kiedy spędzając weekendy sama nie miałam co ze sobą zrobić. Siedzenie na skype lub telefonie nie przynosiło ulgi. Narzeczony przyjeżdżał tak często jak mógł, ja też próbowałam załatwić sobie jak najwięcej wolnego. I dopiero teraz kiedy jestem na drugim roku, w sumie to go kończę, a narzeczony mieszka ze mną zdałam sobie sprawę, że tęskni się za wszystkim. Nie tylko za narzeczonym, ale za rodziną, za znajomymi z podwórka. Za swoim miastem i za tym, że kiedy potrzebujesz ślusarza to po prostu do niego idziesz i nie potrzebna Ci do tego mapa. Studiowanie na odległość jest fajne dla osób, które nie przywiązują się do miejsca w którym żyją, dla osób, które z rodzicami nie tęsknią. A domowy obiad nie jest dla nich istotny.  Studia zmieniają światopogląd. Ja wiem, że potrzebuje stabilności, ciągłe imprezy mi nie w głowie, a moje największe marzenie to dom, a nie wielkie miasto. I wiem, że jedyną osobą, która może stanąć na drodze do realizacji tego marzenia jestem ja.



środa, 14 maja 2014

Skąd czerpać inspiracje?


Zajęcia na uczelni, zajmowanie się domem i brak chwili wolnego czasu na spotkanie z przyjaciółmi czy wyjście do kina może wyssać z nas całą energię. W takim momencie potrzebujemy jakiegoś kopniaka z zewnątrz, który pozwoli nam dalej działać. Jeśli prowadzicie blogi wiecie dobrze  o tym jak ważna jest inspiracja. Tylko dzięki niej praca nad waszym" dzieckiem" staje się pełna kreatywności, a szczęście bije od Was na kilometr. Ale skąd wciąż czerpać nowe pomysły? Źródeł jest kilka.
Pierwsza strona, która ratuje mi skórę w przypadku braku " weny" ( który tak naprawdę nie istnieje. Świetny artykuł na ten temat możecie znaleźć :http://www.bomabycmrucznie.pl/http://www.pinterest.com.  Nieważne czy szukam inspiracji ślubnych czy nowego DIY. 
Drugą rzecz, którą staram się zrobić to wyjście na spacer.  Oczywiście nie zawsze jest to możliwe z powodu pogody. Raczej rzadko wyściubiam nos za drzwi kiedy jest przeraźliwie zimno lub leje.  Kiedy za oknem świeci słońce uciekam do parku. To właśnie tam wyciszam się, a najlepsze pomysły wpadają mi do głowy. 
Kiedy już nawet to mi nie pomaga sięgam po kolejną broń czyli ulubione kanały na youtubie. Mieszkańcy USA mają nie spożyte pokłady kreatywności.  Mój ulubiony kanał możecie zobaczyć na zdjęciu.


Ostatnią deską ratunku jest telewizja. Czasem na Discovery, TLC lub TVN Style znajdę coś interesującego.   Najważniejszym czynnikiem, który decyduje o tym czy coś mnie zmotywuje jest człowiek za tym stojący. Bezduszne projekt robione komercyjnie są dla mnie bez znaczenia.  Dlatego pomijając wszystkie wymienione wyżej sposoby najchętniej dzwonię do kogoś, piszę email lub po prostu idę się spotkać z przyjaciółmi. 

wtorek, 13 maja 2014

Kilka słów o kolorystyce.


Ostatnio obserwuję bum na analizę kolorystyczną. Jako, że w ramach zajęć miałam kilka godzin wykładów  i trochę praktyki w tym temacie zamierzam Wam dzisiaj zdradzić kilka sekretów .
 Zacznijmy od cen. W zależności  od wielkości miasta ceny wahają się od 300 zł do 600 zł.  To wygórowane kwoty, ale rozważmy za co specjalistki biorą tą kasę. Po pierwsze - poświęcony czas. Analiza kolorystyczna trwa kilka godzin , najczęściej od 3 do 4 .  Ponad to na bieżąco  trzeba uzupełniać zasoby chust lub kartonów. Coraz częściej wykonuje się również paszport kolorystyczny, który w wykonaniu nie jest trudny, ale bardzo pracochłonny.
Metody analizy kolorystycznej to temat na dłuższą opowieść. Trochę przeraziłam się gdy na blogu www.styledigger.com przeczytałam, że ktoś stosuje jeszcze metodę czterech pór roku. Dziewczyny nie dajcie się na to naciągnąć. Metoda sama w sobie nie jest zła, ale jest nieaktualna. Logicznie rzecz biorąc cztery typy nie mogą objąć wszystkich kobiet istniejących na świecie. Przecież mamy kobiety czarnoskóre, żółtoskóre, białoskóre; o włosach rudych, czarnych czy blond. Mogą wystąpić różne kombinacje wszystkich czynników związanych z naszym wyglądem.  W związku z tym powstały nowe typy jest ich aż 12, a w niektórych państwach nawet 16.  Ta najpopularniejsza metoda polega na wizycie u kolorystki, która sadza nas na krześle przed dobrze oświetlonym lustrem. Do twarzy przykłada nam poszczególne kolory. Zaczyna od srebrnego i złotego. Na tej podstawie rokuje czy lepiej nam w ciepłych czy zimnych kolorach. Oczywiście są szczęściary, który pasuje jedno i drugie.  Później najczęściej przykłada chustę białą i czarną, żeby rozróżnić czy dobrze nam w jasnych czy ciemnych kolorach.  Dzięki temu może też stwierdzić na ile możemy korzystać z kontrastów. Przystawiając kolejne chusty kolorystka  wybiera odpowiedni typ, jeden z 12.
1. Wiosna :- czysta, ciepła, jasna.
2. Lato:- przygaszone, jasne, chłodne.
3. Jesień:- ciepła, ciemna, przygaszona.
4. Zima - chłodna, ciemna, czysta.
Po przeprowadzonej analizie otrzymujemy lookbook danego typu.
Druga metoda znacznie mniej popularna to metoda Barbary Meunier. Również polega na przykładaniu kolorów do twarzy jednak zasadniczą różnicą jest to, że do buzi zamiast chust przykładamy karton. Dzięki temu klientka może otrzymać idealną próbkę koloru przez odcięcie kawałka brystolu. Na początku wraz z kolorystką segregujemy barwy, dzielimy je na pasujące, " takie sobie", i te które wcale nam nie pasują.  Następnie w paszport kolorystyczne są wklejane małe kwadraciki każdego koloru. Po analizie tworzymy zestawy kolorystyczne. Tabelka wygląda mniej więcej tak:
Gdzie:
- baza- to kolor, który jest najbliżej skóry np. t-shirt, bluzka.
- dominanta- kolor, który dominuje w górnej części ubióru np. marynarka, sweter.
- dodatki- kolory, które pojawiają się symbolicznie np. korale, apaszka.
 Metoda jest naprawdę pracochłonna, ale moim zdaniem daje lepsze efekty niż metoda 12 typów. Jest bardziej indywidualna.
Ostatnia kwestia to kwalifikacje kolorystki. Na razie w Polsce można skończyć w kilku szkołach kursy analizy kolorystycznej. I owszem kwalifikacje są ważne, ale praktyka jest nie do przecenienia.  Oko wyrabia się tylko w trakcie pracy z klientem.

sobota, 10 maja 2014

Sobotnie DIY - planer blogera




Będziecie potrzebować:
  • segregator A5 najlepiej z nieatrakcyjną okładką
  • kawałek materiału 50 cm x 50 cm
  • zszywacz i zszywki
  • wstążka ok. 130 cm
  • igła i nitka
  • papier dla małej poligrafii ( lub inny sztywny papier) , kartki A4, dziurkacz
  • nożyczki, kredki akwarelowe, ołówek , linijka
  • kubek z wodą i pędzelek


Zaczynam od obicia naszego segregatora . Materiał układamy na okładce uwzględniając zapas. Zszywam co kilka centymetrów.  Ważne, żeby zszywki był w takiej samej odległości od końca segregatora. Możecie sobie w tym celu wyrysować linię na materiale. 


Zszywki na zewnętrznej okładce dociskamy. Przyszywamy wstążeczkę, aby je zakryć. Wymaga to dużej cierpliwości. Warto wykorzystać ścieg kryty.


Sztywną kartkę dzielimy na dwie równe części. Dorysowujemy element przekładki. Jego szerokość to     
1 cm, a długość 4 cm.  


Rozcinamy je i odcinamy zbędny, wystający centymetr papieru. Wykonujemy 4 przekładki. W każdej z nich wykonujemy w tym samym miejscu dziurki.


Wyznaczamy sobie linie, aby nasz napis był równy. Jeżeli chcecie możecie wykorzystać inne kredki lub cienkopisy. Ja w następnej wersji na pewno przygotuje je na komputerze.


Dla łatwego rozróżnienia użyłam kontrastowych kolorów. Napisy wykończyłam pędzelkiem z wodą.  Bardzo lubię efekt kredek akwarelowych. Niestety zdjęcia nie oddają ich uroku. Kartki papieru A4 dzielimy na pół i wykonujemy w nich dziurki. Teraz wystarczy wszytko spiąć razem i planer gotowy.









czwartek, 8 maja 2014

Jak Rossmann zrobił ze mnie bankruta.



Przesadziłam z tytułem. Stanowczo. W Rossmannie kupiłam tylko dwie z tych rzeczy, ale jak wiadomo dramatyczny tytuł to podstawa :) Na razie przekazuje Wam swoje pierwsze odczucia. Ciekawe, które z tych produktów zagoszczą w moich ulubieńcach na stałe.
1.  Astor Skinmatch Blush 001 Rosy Pink-  po analizie kolorystycznej doszłam do wniosku, że zmienię kolor różu. Wybrała zimny odcień. Sprawdza się dobrze chociaż nie jest mocno napigmentowany. Zawiera drobinki, które delikatnie  rozświetlają. W zestawie jest lusterko i nie najlepszy pędzel. Trzy kolory dają pozorną możliwość wyboru.
2.  Golden Rose Velvet matte lipstick 03, 18 - świetne  pomadki o niebiańskich kolorach.  Piękne, matowe wykończenie.  Średnio trwałe na moich ustach. Cena zachęcająca tylko 10,90 od sztuki.
3. Eveline ExtraSoftbio SOS Cherry- potrzebowałam czegoś na spierzchnięte usta. Przynosi ulgę natychmiastową. Nie zauważyłam poprawy, ale to najprawdopodobniej ze względu na brak systematyczności. Plusy to zapach i SPF 20.
4. Revlon Colorstay 24h 180 Sand Beige- naklejka Kosmetyk Wszech czasów Wizaz.pl zobowiązuje. I rzeczywiście jestem mile zaskoczona. Daje dobre krycie, które utrzymuje się naprawdę długo.  Ładnie ujednolica koloryt skóry. Oczywiście opakowanie do poprawki.
5. Max factor Mastertouch Under-eye Concealer Fair 306 - plus za aplikator. Mały wybór kolorów, ale dobre krycie w porównaniu z innymi korektorami, które miałam okazję testować.
6.Eveline Big Volume Lash Professional Mascara-  a to mój ulubieniec od kilku miesięcy.  Konkretne wydłużenie i rozdzielenie. Niestety dość szybko się zbryla, ale i tak jest warta zakupu. Kosztuje tylko 18 złoty.

wtorek, 6 maja 2014

Rocznica



04.05.2013 r. na tym blogu pojawił się pierwszy post. Rok minął szybko.  Ten blog to pierwszy który przetrwał próbę czasu. Owszem nie jestem do końca zadowolona z częstotliwości blogowania. Ale wszystko idzie ku lepszemu. Chciałabym, żeby Romato rozwijało się jeszcze szybciej, ale na wszystko przyjdzie czas. Mam nadzieje, że blog stanie się moją wieloletnią pasją i kiedyś źródłem dochodów.